Na talerzu prasa, reklama, komunikacja, spoty, kampanie.
Z medialnego menu wybieram przekazy zwracające uwagę - te pyszne i te niestrawne, świeże i nadpsute;)
Piszę i oceniam bardzo subiektywnie...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TV. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TV. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 maja 2011

Marek Kondrat w nowym serialu

To nie będzie post o wyższości świętowania urodzin (vide: IKEA) nad świętowaniem imienin. Ani nawet o tym, czy lepiej trzymać się sprawdzonych metod, czy zaskakiwać czymś nieznanym. To będzie post o tym, że Marek Kondrat gra w serialu "Imieninowy procent". Serial - jak donosi mmp24 - ma mieć 40 odcinków.

40 dni, 40 spotów, 40 imion. W 40 odsłonach ING będzie promować swój nowy produkt - imieninowe oprocentowanie. Bajkowa sceneria, łagodna muzyka i głos Kondrata mają przenieść widzów do krainy spełnionych marzeń. Tylko ze mną coś nie tak, bo zamiast przenosić się w świat marzeń, wracam do starych 'Koncertów Życzeń';) Przenoszę się i... to nawet nie jest złe, bo przy całym kiczu, koncerty były znakomitym przykładem - prehistorycznego z dzisiejszego punktu widzenia - sposobu budowania relacji między medium (telewizja) a odbiorcą. Nowe reklamy ING wracają to tego typu interakcji widz-telewizja. Spoty mają być nadawane codziennie, kierując się do adresata świętującego w tym dniu swoje imieniny. Solenizanci poczują się wyróżnieni, a inni odbiorcy na pewno docenią tę przypominajkę i - o ile obejrzą kilka spotów, a sądzę, że tylko to gwarantuje rozkminienie konceptu) - na pewno docenią kreatywność twórców projektu.



Tak oto Marek Kondrat pojawia się w kolejnym - po "W labiryncie" - serialu świetnie korespondującym z polską rzeczywistością. Nawet hasło zachęcające do oszczędzania ("jaki stan konta, taki stan ducha") świetnie pokazuje jak wielka przepaść dzieli te produkcje i jak daleko nam do krainy prawdziwego szczęścia...

Agata

wtorek, 24 maja 2011

IKEA dziękuje Polsce - stare dobre małżeństwo?

Otwieram skrzynkę, a tam "Tack Polen! Dziękujemy, Polsko!" - kampania 50 lat razem by IKEA przypomina mi o sobie po raz kolejny. W docieraniu do Polaków, szwedzka firma wydaje się działać skuteczniej niż GUS podczas spisu powszechnego. Ale po kolei.

Gdy pierwszy raz zobaczyłam hasło "50 lat IKEA w Polsce" pomyślałam, że to jakieś nieporozumienie. Myśl 1: może faktyczne tak jest, tylko ja jestem za młoda, aby pamiętać ewentualne wzmianki prasowe sprzed pół wieku? Myśl 2: przecież 50 lat temu IKEA nie była tak potężną firmą jak teraz, może po prostu wtedy wykorzystywali nasze fabryki? Ten krótki proces myślowy uważam za ogromny sukces IKEI. Udało im się zamieszkać w mojej głowie i nakłonić do zastanowienia "o co chodzi?" Sądzę, że wiele osób zadawało sobie podobne pytania, czyli: Jak to się stało? Czemu mówią o 50 latach? IKEA znakomicie na te pytania odpowiada, łącząc komunikację wizerunkową z kampanią produktową, co - jak słusznie zauważyła Natalia Hatalaska - nie jest wcale proste.

Skoro już zaczęłam od urodzinowej przesyłki IKEA, pójdę tym tropem. W kopercie znalazłam ulotkę i kupon rabatowy na 20 złotych. Taki zestaw do końca czerwca ma trafić do 9 milionów gospodarstw domowych! Ulotka ma swój urok - na okładce oldskulowy rysunek, w środku garść czarno-białych zdjęć i sporo informacji ujętych w dobrym copy. Samo hasło "50 lat współpracy bardzo nas zbliżyło" z połączeniu z powracającym w tekstach przekazem (Polska - punkt zwrotny w historii IKEA) pozwala polskiemu odbiorcy na nowo spojrzeć na firmę, dostrzec w niej nie tyle szwedzkie imperium meblowe, ile... coś tutejszego, naszego, swojskiego wręcz. To ciekawy zabieg, bo umożliwia IKEI wpisanie się w polską historię, przemiany rynkowe. Czyż nie jesteście, Polacy - zdaje się mówić IKEA - dumni z tego, że tak daleko zaszliście? W ulotce podoba mi się jeszcze oś czasu, na której pokazane są, polsko-szwedzkie relacje. Jest oczywiście rok 1961 (IKEA podpisuje pierwszy kontrakt na produkcję krzeseł w fabryce mebli giętych w Radomsku), ale jest też słynny występ ABBY w Studio2, czy Nobel dla Miłosza. Słowem: marketingowo-popkulturowy miks, który lekko się czyta i działa niezwykle skutecznie.




Kupon pewnie zrealizuję, tym bardziej, że świętując urodziny, IKEA przygotowała jubileuszową kolekcję mebli. Dlaczego "meble, które swoim stylem nawiązują do wystroju wnętrz z lat 60. oraz 70. XX wieku" miałyby się sprzedać? Uważam, że to strzał w dziesiątkę, szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę sukces wystawy "Chcemy być nowocześni" (pisałam o niej na swoim drugim blogu). Bony cieszą się zresztą sporym powodzeniem, o czym może świadczyć druga strona polskiej kreatywności widoczna w takich ogłoszeniach:



W całej kampanii IKEA podoba mi się spójność: od powracającego motywu krzesła po zbudowane wokół niego story. IKEA-mit na polskie potrzeby: od przypadkowego krzesła do długoletniej współpracy. Dowcipinie i sympatycznie pokazano to w spocie



Spoty są jeszcze dwa, do obejrzenia w specjalnie uruchomionym serwisie www.50LatRazem.pl Do estetycznej, prostej (menu!) i przejrzystej (prezentacja historii) strony odsyłają wszystkie materiały promocyjne urodzinowej kampanii, także reklamy prasowe. Na te ostatnie nie trafiłam, ale jeden z przykładów ciekawie opisał Jerzy Ciszewski.

Urodziny się udały. Co dalej?

Agata

wtorek, 15 marca 2011

Mamy nadzieję, że kobiety to kupią

Wiosna, słońce, ze stanu marketingowej hibernacji wychodzą producenci rajstop i pończoch. Gatta kontynuuje współpracę z Joanną Horodyńską i stawia na promocję swoich bestsellerów w spocie „Bo nie grzech być kobietą” (za to grzech dawać taki slogan...) Calzedonia po raz pierwszy z kampanią telewizyjną i mocnym PR-em w serwisach modowych, które jak jedna żona masowo pokazują zdjęcia z najnowszej kolekcji.

Małgorzata Barton, szefowa marketingu Gatta w rozmowie z Groszkami mówi wprawdzie o dwutorowych działaniach promocyjnych: Nową, wiosenną kolekcję prezentujemy głównie za pośrednictwem narzędzi z zakresu public relations, skupiając się na mediach segmentu „fashion”. Natomiast celem kampanii telewizyjnej jest ugruntowanie pozycji marki Gatta jako lidera kategorii, przez prezentację najpopularniejszych rajstop w Polsce: Laura, Luna i Eve, które miesięcznie sprzedawane są w liczbie ponad 1,5 mln sztuk., jednak - właśnie poza serwisem groszki.pl - znacznie lepszy PR na stronach poświęconych modzie i stylowi ma Calzedonia.

Myślę, że Gatta za słabo eksponuje swoją ambasadorkę. Owszem, Joanna Horodyńska pojawia się w spocie reklamowym, ale przecież w tej współpracy Horodka nie jest przede wszystkim modelką, tylko projektantką/stylistką i o tym warto mówić. Tymczasem fakt, że modelki zostały przez nią wystylizowane zgodnie z wiosennymi trendami przewija się zaledwie w tle, podobnie jak informacja o dalszej współpracy w zakresie tworzenia kolekcji (nowa ma pojawić się dopiero na jesień, co dziwi, tym bardziej, że - jak mówi Barton - dwie poprzednie kolekcje Joannahorodyńskagatta zostały dobrze przyjęte przez klientki...)





Miłym zaskoczeniem jest Calzedonia. Poza dotychczasowym standardem w postaci outodoorowej kampanii, marka po raz pierwszy w Polsce postawiła na dotarcie do odbiorców via telewizja. Spot by Saatchi & Saatchi z muzyką Billy'ego Joela "She's always a woman to me" był wcześniej emitowany w innych krajach i... spotkał się z zarzutami o seksizm. Wszystko za sprawą sloganu "Mamy nadzieję, że to będzie dziewczynka" pojawiającego się na końcu filmu. Tłem dla hasła jest obraz ciężarnej kobiety, jak się domyślamy tej samej, która wcześniej przeżywa swoją pierwszą lekcję baletową, rozmowę o pracę, czy przygotowania do ślubu. Mnie to nie oburza, raczej bawi, że producent w tak bezpośredni sposób komunikuje potrzebę zwiększania sprzedaży:) W końcu o to chodzi - produkujemy rajstopy, więc każda kolejna kobieta to potencjalna klientka. Czy którykolwiek producent masowych dóbr nie chce powiększać grupy odbiorców? Bardziej bym się martwiła o stereotypowe pokazanie kobiety: delikatna, przypisana do konkretnych zajęć (balet) i ról (żona, matka), ale wybaczam, bo spot mi się podoba - jest ciepły, akurat na roztopienie zimy w sercu. No i tak muzyka!



Na deser piękna sesja z najnowszej kolekcji Calzedonia - ze wsparciem finansowym, czy bez, nie ma się co dziwić, ze serwisy modowe pokazują te fotki;)





Agata

poniedziałek, 7 marca 2011

Kopia czy inspiracja?

Z mądrościami ludowymi jest ten problem, że wszyscy je powtarzają, a mało kto potrafi zastosować. Ot, choćby taki Citroen. Widać słyszeli, że należy się uczyć od najlepszych, jednak drugą lekcję w tym temacie - tę o kopiowaniu i zarzynaniu klasyki - puścili mimo uszu. Efektem tych wybiórczych studiów jest najnowsza reklama Citroena C3. Po uszach bije "Hit the Road Jack" (1961), a po oczach styl animacji i efekt wizualny rozpowszechniony w popkulturze głównie za sprawą teledysku "Sledgehammer" (1986) Petera Gabriela.

Problem tylko w tym, że spot najnowszej kampanii Citroena, zamiast szlachetnie odwołać się do tych klasyków, bezczelnie z nich ściąga. Producent samochodów nabiera widza, sugerując, że to tylko nawiązanie, odwołanie, inspiracja. Marne to i małe, a przecież - jak każde zderzenie gigantów i spotkanie na szczycie - miało wielki potencjał...







Agata

niedziela, 6 marca 2011

X Factor bez czynnika X

Dwie rzeczy są pewne – TVN kupił format muzycznego show o największej sile rażenia i, spośród nowości z gatunku talent show pojawiających się w wiosennej ramówce, ma najbardziej trafione, mocne jury. Szczególnie udany, bo bezpretensjonalny, lekki i sympatyczny wydał mi się debiut Mai Sablewskiej w roli jurorki. Jest w porządku – na kilometr da się wyczuć kogoś, kto kocha swoją pracę, ma nosa do talentów i trendów. Jasne, pewne zagrywki może sobie darować (po co narzucać nieznanym jeszcze uczestnikom swój styl polecając – w mało elegancki sposób – zdjąć 'kobiece błyskotki'?), generalnie jednak przyjemnie jej posłuchać, przyjemnie popatrzeć (czekam na opis tej słynnej diety). Nawet Kuba Wojewódzki, etatowy juror, co - jak sam powiada - powinni mu wygrawerować na nagrobku, wciąż ma dobre teksty i trafne uzasadnienia swoich decyzji. Niewątpliwie właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jak dla mnie, może się udzielać w każdym jury, a jego udział mógłby ocalić nędzną resztę w przynajmniej kilku przypadkach;) Najmniej przekonuje mnie Czesław Mozil, jakby nie do końca dobrze odnajdujący się w formule show, zbyt chaotyczny. Może ćwiczenie uczyni mistrza?



Wielki plus za realizację. To, czego zdecydowanie brakuje w dwóch konkurencyjnych programach to świetny, dynamiczny montaż i baaardzo dobry dobór muzyki tła. W tym zawrotnym tempie, w wirze obrazków zginął gdzieś prowadzący i... to też plus! Jeśli gdzieś zaszwankowała TVN-owska machina to właśnie w miejscu wyboru prowadzącego. Nie jestem fanką Jarosława Kuźniara, a mimo to lubię go oglądać w TVN24. I właściwie tam powinien zostać, bo poranki z aktualnymi wydarzeniami, przeglądem prasy i gorącymi tematami politycznymi pozwalają mu się wykazać, podczas gdy w X Factor jest tylko częścią formatu, elementem dekoracji, w dodatku mało udanym, bo najczęściej ubierają go w fatalne zestawy. Szkoda. Jeśli prawdziwe są plotki o usilnych staraniach Kingi Rusin, by w roli prowadzącego obsadzić Bartosza Węglarczyka, to jeszcze jest okazja, aby tym staraniom uczynić zadość. Prawdopodobnie z korzyścią dla programu, widzów i obu zainteresowanych panów.

X Factor znakomicie wpisuje się też w tendencję widoczną na antenie TVN od dłuższego czasu, gdzie nawet talent shows mają niewiele wspólnego z promowaniem uczestników i ich talentów, a wiele z kreowaniem nowych i wzmacnianiem statusu starych celebrytów. Swoją drogą, format programu o tyle sprytny, że tytułowy faktor X może znaczyć dosłownie wszystko i – w zależności od potrzeb – służyć jako koronny argument na to, że ktoś się do programu nie nadaje (bo przecież nie ma X Factor), a ktoś inny tajemniczego czynnika ma dość, albo wręcz w nadmiarze. To oczywiście zawsze będzie kwestia subiektywnego spojrzenia i interpretacji. Bo, przy całej sympatii do Małgorzaty Szczepańskiej-Stankiewicz, uroczej nauczycielki z Gdańska, jakoś nie odnalazłam w jej występie czynnika X, tak samo jak w – wychwalanym przez Kubę Wojewódzkiego - Michale Szpaku. Za to Lonia Maryniak faktycznie zapowiada się ciekawie, tylko to obściskiwanie jurorów jakoś tandetnie wypadło :/





Póki co bez większych emocji, bez rewelacji, bez totalnej wpadki, czyli letnio, a miał być hit...

Agata

sobota, 5 marca 2011

(nie)Tylko muzyka

Zaczęło się - nowe ramówki, nowe show, nowe twarze (tak, niektóre są nowe, przynajmniej w tym wymiarze rozrywki). Tym razem pojedynek na muzyczne formaty między Polsatem i TVN. Jest też TVP 2 ze swoją Bitwą na głosy... Dziś musiałam wybrać, bo programy Polsatu i TVP mają emisję o tej samej porze. Dobra, nie musiałam, mogłam Tylko Muzyka zobaczyć na ipla, ale postanowiłam obejrzeć premierowo w tv, w przerwach reklamowych skacząc na publiczną Dwójkę. Oto, co zobaczyłam:

Recepta na viral
Dwóch facetów śpiewa kawałek, o którym Elżbieta Zapendowska słusznie mówi, że to odstraszacz gości weselnych. I ona jedna jest na nie, gdy przychodzi do oceny występu. Kora komentuje, że bawiła się fantastycznie, Adam Sztaba wprost przyznaje, że jest na tak, bo jeszcze nim rozpoczął się program postanowił dać szansę muzyce, której wcześniej nie słyszał. Ale to, co robi Łozo jest kwintesencją marketingowego tła całej sytuacji. Łozo zwraca się do publiczności, testując potencjał właśnie wyśpiewanego przeboju, a publiczność... entuzjastycznie wyje "Ty jesteś moja, ja jestem Twój/Razem będziemy wywalać gnój". Czemu spośród wszystkich - wielu znacznie bardziej udanych i sensownych występów - wspominam o tym? Bo myślę, że ich awans do następnego etapu to świetny pomysł na viral i... prawdopodobnie, z tej samej przyczyny, nie przypadek;) Idę o zakład, że do kolejnego odcinka, czyli w ciągu tygodnia, wieść o dwóch facetach aka Saturn Band śpiewających żenujący weselny hit obiegnie Polskę, że będzie rozsiewana przez sieć (ha, w tej chwili sama się do tego przyczyniam!) i wspominana w rozmowach, a z (prawie) każdym komunikatem o ich poczynaniach przekazywana będzie nazwa programu... Must Be The Music i stacji Polsat. Słupki i wpływy z reklam urosną. To jak, zakład?

Nowe dzieci, stare pomysły na zaistnienie
Męczą mnie dzieci śpiewające piosenki Niemena, czy Geppert - jakby na siłę szukające czegoś dojrzałego, czegoś, co pokaże, że... nie są dziećmi. Ale są i wygląda na to, że jurorzy programów łowiących talenty na zestawienie dziecko-dojrzały repertuar reagują jak pies Pawłowa, chętnie opowiadając się za dalszym udziałem zdolnych dzieciaków w dalszych odcinkach. Szkoda, że mniej chętnie promuje się te - fakt, nieraz wspaniałe głosy - po zakończeniu programu. Komunikat jest prosty: jesteście dość dojrzali, by dostarczyć rozrywki w programie i podnieść oglądalność, ale nie dość, by wesprzeć Wasze profesjonalne kariery.
Może więc złoty środek w postaci nastolatki z fenomenalnym głosem, wybierającej utwór nie dość, że wyraźnie jej bliski, to jeszcze naturalnie komponujący się z jej wiekiem i możliwościami? Stawiam na 16-letnią Magdę Wasylik śpiewającą "Hurt" Christiny Aguilery.



A na Facebooku...
W chwili, gdy to piszę, profil polskiej edycji Must Be The Music ma 72 552 fanów, Bitwa na głosy... 4 787. To wiele mówi;) Profil polsatowskiego show jest po prostu dobrze zrobiony, podczas gdy TVP zrobiła profil najwyraźniej na fali mody na to, że na Facebooku trzeba/wypada być. Szkoda, że nikt im nie powiedział, jak to robić... cóż, zawsze można się uczyć na dokonaniach konkurencji.

Kobiety rządzą, czyli profeska i/lub niezłe ciuchy
Elżbieta Zapendowska to klasa sama w sobie - spokojnie, rzeczowo, czasem z drobnym, acz znaczącym osobistym wtrąceniem (ugruntowana niechęć do weselnej muzyki). Kora, choć w zamierzeniu rockowo mocna w swych wypowiedziach, wypada pod tym względem zaskakująco blado przy chociażby naturalnym i energicznym Sztabie. Za to jeśli chodzi o stylizacje, Kora wymiata (no, może z pominięciem makijażu...) Poniżej wrzucam te, które szczególnie mi się podobały, a tutaj więcej.

Zerkając za show TVP wyłapałam egomaniactwo Michała Wiśniewskiego (nie żebym się spodziewała czegoś innego), który kazał podopiecznym śpiewać swój utwór i rewelacyjne - przynajmniej w porównaniu z pozostałymi występami tego odcinka - Jacksonowski Thriller w wykonaniu zespołu Nataszy Urbańskiej oraz ciekawy wybór piosenki w postaci Single Ladies, zaśpiewany przez zespół Urszuli Dudziak (co gwiazda jej formatu robi w programie pokroju Bitwy na głosy???). Bardzo przypadł mi do gustu look Nataszy Urbańskiej - perełka w tym programie.

Podsumowując, po dzisiejszych odcinkach głosuję na...
Magdę Wasylik za połączenie skromności z mocnym głosem
Marcina Czyżewskiego za siłę spokoju
Korę za stylizacje
Nataszę Urbańską za look wieczoru
Stronę Must Be The Music na Facebooku za możliwość głosowania przez specjalną aplikację



A jutro do gry wchodzi X-Factor...

Agata

czwartek, 27 maja 2010

Bodypainting by Pepsi

Nie mam bladego pojęcia, co wrzucają do Pepsi, żeby smakowała tak jak smakuje. Nie wiem też, czym ten smak rożni się od Coca-Coli. Za to nie mam żadnych wątpliwości, jaka receptura sprawiła, że kampania Pepsi towarzysząca Mistrzostwom Świata jest tak dobra: Akon, bodypainting i kilku fenomenalnych piłkarzy, którzy z jednej strony pozwolili na siebie spojrzeć z przymrużeniem oka w zabawnym filmie promocyjnym, a z drugiej prezentują się dziko i baaardzo sexy na plakatach. Kolory, muzyka, po prostu czuć słońce, czuć emocje!

Drodzy Panowie, oto niezawodna i nie wymagająca treningu metoda na ogranie najlepszych z najlepszych:


Drogie Panie, oto pięć powodów (no, może dwa pierwsze wystarczą) dlaczego warto przyglądać się tegorocznym rozgrywkom z RPA:) Kolejność zdjęć nieprzypadkowa;)






Kampania podoba mi się tak bardzo, że wybaczam twórcom nawet zatrudnienie gwiazd Chelsea...

Agata

wtorek, 19 stycznia 2010

Bujanie w obłokach

Pomarzyć dobra rzecz... Jak słyszę - bo nawet wolę ją słyszeć niż oglądać - reklamę Tui, od razu odpływam (jasne, łatwiej samolotem, ale odlatuję zbyt wieloznaczne:P) do Lizbony. Albo na Krym. W sumie bez znaczenia, byle w towarzystwie najlepszym z możliwych: "Zawsze z Tobą tu i tam":) Piosenka jak wirus, a lektora mogliby... wysłać na wakacje tu i tu i tam;)



"Chodź, pokażę Ci miejsce, gdzie wszystko jest proste
Gdzie jak sen mija dzień, gdzie obudzi nas słońce
Razem dobrze będzie nam, zawsze z Tobą tu i tam"

Agata

sobota, 28 listopada 2009

Reklama pod psem

Forum: "Jak pierwszy raz zobaczyłam ten spot, myślałam, że reklamują czekoladę dla psów". Mowa o wedlowsko-cadbury'owej Fabryce Przyjemności. Wygląda na to, że na tej samej fali Philips wyprodukował prostownicę do psich włosów;) Ot, taka seria reklam pod psem. Wiadomo, zwierzaki są słodkie i - obok dzieci - wywołują (podobno) same pozytywne skojarzenia z produktem. A pies jako towarzysz człowieka przekonuje widzów do kupna wszystkiego: od farb, przez piwo, po czekoladę. Czy skutecznie?









Agata

środa, 24 czerwca 2009

Lato

Pal licho prognozy pogody i widoki za oknem. Jest lato i koniec kropka. Poznałam po reklamie Bigów Algidy. Może padać, mogą być burze, ale jeśli w telewizji pojawia się charakterystyczny spot Algidy musi być LATO!



Reklamy Algidy od lat kojarzą mi się z początkiem wakacji. I - choć nie cierpię Safri Duo, które w każdym sezonie jest tłem dla śmietankowych fantazji - jest w tych reklamach i kampanii coś uroczo znajomego, żeby nie powiedzieć jednostajnego. Taka na przykład promocja "Szczęście sprzyja lodożercom": Trafiam z taką częstotliwością, że zaczynam wierzyć, iż szczęście sprzyja mi nie tylko w promocji, ale i na co dzień:)

Luźne skojarzenie:
Czy to nie dziwne, że moje ulubione lody nazywają się tak samo jak facet Carrie Bradshaw? Czy nie dziwniejsze jest to, że - zamiast schrupać jej faceta - wolę Big... Milka? Po prostu: nie ma porównania:)

I jeszcze motto na całe wakacje: Aby zjeść jedną kulkę lodów potrzeba średnio 50 liźnięć

Agata

niedziela, 17 maja 2009

Piramidalna przyjemność

Wlepiam oczy w ekran i... czuję smak malin, truskawek, jeżyn. Mhhhhm, przyjemnie. Aż strach się bać, co by było, gdyby puszczali tę reklamę w zimie. Byłaby tęsknota za świeżymi owocami i natychmiastowy wypad do sklepu.

Gdy ją pierwszy raz zobaczyłam myślałam o: jogurcie, kosmetykach Dove, nowym show telewizyjnym, w którym proszą dziki tłum kobiet/tłum dzikich kobiet o przetestowanie kilku preparatów. Nic z tych rzeczy. Kobiety Liptona toną w owocowej przyjemności. Rety, jak fantastycznie byłoby się zanurzyć w basenie pełnym letnich pokus! Jest tam wszystko: słodycz, życie, energia, smak, zabawa. Gratulacje dla DDB, która razem z Media Direction OMD przygotowała kampanię ATL.



Z ciekawości zerknęłam nawet na www.nowywymiarprzyjemnosci.pl – bardzo kobieca i urocza strona. Zbadałam swoją osoboowocowość i przynajmniej przekonałam się skąd mój irracjonalny pociąg do telewizyjnej reklamy nowego Liptona: psychozabawa radzi, bym w chwili tylko dla siebie spróbowała Pokusy Letnich Owoców. Lecę więc wrzucić piramidalnie smakowitą torebkę do kubeczka :)


Agata

niedziela, 29 marca 2009

Oh shit

Jak się domyślam, miało być nowatorsko i z jajem. Agencja Publicis przygotowała dla MTV Networks Polska spot, jak powiadają sami zainteresowani: nakłaniający do zmiany nawyków "psowychodzeniowych":



Filmik budzi jednak wątpliwości.
Po pierwsze, fabuła osadzona w realiach amerykańskich, słabo mi się widzi na rynki europejskie. A może sugestia, że zza oceanu (choć spot w całości wyprodukowany w Polsce), sprawi, iż odbiorcy chętniej zastosują się do hasła "Cleanup after your dog, man"? Zobaczymy.
Po drugie, akcja - pod względem copywriterskim - nie dorównuje takim polskim pomysłom, jak mocne, zalatujące sądową groźbą hasło warszawskiej kampanii "Kupa psów łamie prawo", czy - sugerujące łatwość wykonania zadania i zastosowane w Łodzi: "To nie jest kupa roboty". Na tle tamtych działań, akcja MTV - choć ciekawa i na pewno potrzebna - śmierdzi wtórnością i polowaniem na łatwy rozgłos.

Dla przypomnienia:
w Łodzi Posprzątaj! To nie jest kupa roboty!
i Warszawie Psie Sprawy Warszawy

Faktem jednak jest, że poprzednie kampanie były (szczególnie łódzka) bardziej przaśne i raczej nie trafiały do tak młodych odbiorców jak pomysł Publicis i MTV. Spot, zachęcający do sprzątania po psiakach, będzie emitowany w wersji 60-sekundowej w stacjach MTV Polska oraz MTV European, a także w portalu wideo s2o.tv. Jeśli akcja zyska mocny odzew, powinien on być widoczny i wyczuwalny (wreszcie miejskie trawniki zdominuje zapach trawy;) ) już początkiem wiosny...

sobota, 28 marca 2009

Bóbr

Kto gra rolę główną: nastolatek marzący o tym, aby - trzymając na rękach niesfornego bobra - zakryć twarz emo-grzywką i zapaść się pod ziemię? A może bóbr: jedyny zwierz reklamowego światka znający 1000 beatów i potrafiący liczyć do 1000? Żaden z nich. Na pierwszy plan najnowszej kampanii 36.6 wysuwa się pure nonsense. Ilekroć widzę BBoxowe wydanie bobra siarczyście opluwające swojego właściciela, nie mogę powstrzymać śmiechu. Nie mniej zabawnie i niedorzecznie prezentuje się liczący bóbr w tłumie pasażerów autobusu. Spoty telewizyjne – a na razie wyłącznie z nich znam bobra - wyreżyserowane przez Briana Lee Hughes'a są po prostu genialne:




Chapeau bas przed twórcami z Team One: copywriterem Marcinem Mroczkiem, art directorem Andrzejem Błachutem i dyrektorem kreatywnym Arturem Dynowskim.
Wierzę, że bóbr wypadnie równie korzystanie w kampanii prasowej, outdoorowej i materiałach BTL. Zaadoptowany przez 36.6 bóbr ma spore szanse dołączyć do grona kultowych postaci zwierzęcych znanych z mediów, np.: żubra, a popularnością może przebić pudelka, bo spoty na youtube obejrzało już ponad 65 tysięcy internautów
Ja bobra polubiłam na tyle, że zaczynam mieć wątpliwości, czy aby nie jest lepszy od 1000 darmowych smsów;)










Agata

niedziela, 22 marca 2009

Odświeżenie

Zdziwiona jestem doborem 'twarzy' do najnowszej kampanii Play. Istny zwierzyniec postaci telewizyjnych: kot Filemon, Żubr, porucznik Borewicz. Do gustu najbardziej przypadł mi ten drugi, ale po kolei...

Pierwszy był Borewicz. Włóczył się za mną po metrze i przyznać muszę, że w formatach czysto wizualnych sprawdza się lepiej niż w spocie telewizyjnym. Ciekawie wypada na bannerach internetowych. No i tekst o chrząszczach powalający (bardziej nawet niż zapożyczone z sieci i w sumie nienowe, acz ciekawie użyte FRESZCIE):
Drugi był żubr. Fakt, że nie reklamuje piwa uważam za mistrzowskie zagranie;)


A Kot Filemon? Cóż, każda kampania ma mocne i słabe strony...

Tyle w standardzie. Teraz nastawiam się na inne zapowiadane przez Play działania: promocję w kinach, pubach, centrach handlowych, bankomatach. Może nie przegapię. W końcu Play opanował aż 1100 niestandardowych miejsc. Poza tym, tyle kasy - spece od komunikacji Play chwalą się, że działania reklamowe pochłonęły o wiele większe koszty, niż przeciętna, zwykła kampania sieci. Jedno jest pewne: pieniądze wydane na kreację Change Integrated to dobra część inwestycji.

Agata

niedziela, 15 marca 2009

Celebruję

Długo się wzbraniałam przed wykrzyczeniem światu tej miłości, ale dłużej nie dam rady. W uszach dźwięczy kawałek Beggin’ zremixowany przez Pilooskiego, przed oczami skaczą opaskowani celebryci. Video Adidasa jest... zachwycające!



Wiadomo, miłość jest ślepa, ale nagrodę temu, kto wskaże słabe punkty...

Fantastyczne hasło: Celebrate Originality
Mocna obsada: osobowości z różnych światów, od muzyki, przez sport, po modę. Nima Nourizadeh dokonał cudu łącząc ich wszystkich w jednym teledysku. Nienachalnie wypada połączenie Missy Elliott i Katy Perry, Davida Beckhama z Darylem McDanielsem.
Zaproszenie: Originals House Party? Nie powiem nie, już się szykuję;)
Online after party: Najmocniej trafiają do mnie modowe bonusy, jak sygnowany przez Cynthię Lawrence-John lookbook czy odlotowa kolekcja Jeremy'ego Scotta.

Czekam kolejnych odsłon całorocznej kampanii, a w międzyczasie buszuję w sieci w towarzystwie Nimy Nourizadeha.

Agata