Na talerzu prasa, reklama, komunikacja, spoty, kampanie.
Z medialnego menu wybieram przekazy zwracające uwagę - te pyszne i te niestrawne, świeże i nadpsute;)
Piszę i oceniam bardzo subiektywnie...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 maja 2011

IKEA dziękuje Polsce - stare dobre małżeństwo?

Otwieram skrzynkę, a tam "Tack Polen! Dziękujemy, Polsko!" - kampania 50 lat razem by IKEA przypomina mi o sobie po raz kolejny. W docieraniu do Polaków, szwedzka firma wydaje się działać skuteczniej niż GUS podczas spisu powszechnego. Ale po kolei.

Gdy pierwszy raz zobaczyłam hasło "50 lat IKEA w Polsce" pomyślałam, że to jakieś nieporozumienie. Myśl 1: może faktyczne tak jest, tylko ja jestem za młoda, aby pamiętać ewentualne wzmianki prasowe sprzed pół wieku? Myśl 2: przecież 50 lat temu IKEA nie była tak potężną firmą jak teraz, może po prostu wtedy wykorzystywali nasze fabryki? Ten krótki proces myślowy uważam za ogromny sukces IKEI. Udało im się zamieszkać w mojej głowie i nakłonić do zastanowienia "o co chodzi?" Sądzę, że wiele osób zadawało sobie podobne pytania, czyli: Jak to się stało? Czemu mówią o 50 latach? IKEA znakomicie na te pytania odpowiada, łącząc komunikację wizerunkową z kampanią produktową, co - jak słusznie zauważyła Natalia Hatalaska - nie jest wcale proste.

Skoro już zaczęłam od urodzinowej przesyłki IKEA, pójdę tym tropem. W kopercie znalazłam ulotkę i kupon rabatowy na 20 złotych. Taki zestaw do końca czerwca ma trafić do 9 milionów gospodarstw domowych! Ulotka ma swój urok - na okładce oldskulowy rysunek, w środku garść czarno-białych zdjęć i sporo informacji ujętych w dobrym copy. Samo hasło "50 lat współpracy bardzo nas zbliżyło" z połączeniu z powracającym w tekstach przekazem (Polska - punkt zwrotny w historii IKEA) pozwala polskiemu odbiorcy na nowo spojrzeć na firmę, dostrzec w niej nie tyle szwedzkie imperium meblowe, ile... coś tutejszego, naszego, swojskiego wręcz. To ciekawy zabieg, bo umożliwia IKEI wpisanie się w polską historię, przemiany rynkowe. Czyż nie jesteście, Polacy - zdaje się mówić IKEA - dumni z tego, że tak daleko zaszliście? W ulotce podoba mi się jeszcze oś czasu, na której pokazane są, polsko-szwedzkie relacje. Jest oczywiście rok 1961 (IKEA podpisuje pierwszy kontrakt na produkcję krzeseł w fabryce mebli giętych w Radomsku), ale jest też słynny występ ABBY w Studio2, czy Nobel dla Miłosza. Słowem: marketingowo-popkulturowy miks, który lekko się czyta i działa niezwykle skutecznie.




Kupon pewnie zrealizuję, tym bardziej, że świętując urodziny, IKEA przygotowała jubileuszową kolekcję mebli. Dlaczego "meble, które swoim stylem nawiązują do wystroju wnętrz z lat 60. oraz 70. XX wieku" miałyby się sprzedać? Uważam, że to strzał w dziesiątkę, szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę sukces wystawy "Chcemy być nowocześni" (pisałam o niej na swoim drugim blogu). Bony cieszą się zresztą sporym powodzeniem, o czym może świadczyć druga strona polskiej kreatywności widoczna w takich ogłoszeniach:



W całej kampanii IKEA podoba mi się spójność: od powracającego motywu krzesła po zbudowane wokół niego story. IKEA-mit na polskie potrzeby: od przypadkowego krzesła do długoletniej współpracy. Dowcipinie i sympatycznie pokazano to w spocie



Spoty są jeszcze dwa, do obejrzenia w specjalnie uruchomionym serwisie www.50LatRazem.pl Do estetycznej, prostej (menu!) i przejrzystej (prezentacja historii) strony odsyłają wszystkie materiały promocyjne urodzinowej kampanii, także reklamy prasowe. Na te ostatnie nie trafiłam, ale jeden z przykładów ciekawie opisał Jerzy Ciszewski.

Urodziny się udały. Co dalej?

Agata

niedziela, 27 marca 2011

Głową w mur - jak Adidas funduje sobie kryzys / update 2

Lepiej późno niż wcale - tyle przysłowie. A w sytuacji kryzysowej? Im szybciej tym lepiej. Oświadczenie Adidasa, na które właśnie trafiłam na stronie TVN Warszawa pojawia się za późno o kilkanaście tysięcy fanów adisucks, kilkadziesiąt artykułów prasowych oraz postów na blogach i kilkaset komentarzy na stronie Tailor Made PR.

Rozbierając oświadczenie na czynniki pierwsze

1. "Potraktowaliśmy to jako szansę dla uczczenia sztuki ulicy w formie graffiti i street art. Mieliśmy najlepsze intencje, aby zwrócić uwagę na jej wyjątkowość, bez niszczenia dorobku." - to dość zaskakujące stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że lawina negatywnych komentarzy i pomysł bojkotu ruszyły właśnie dlatego, że - w opinii najbardziej zainteresowanego środowiska, czyli streetartowców - malowanie muru jest niczym innym, jak właśnie niszczeniem wspomnianego dorobku.

2. "Jesteśmy firmą, która na bieżąco śledzi opinie i działa w sposób odpowiedzialny, więc podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu prac nad projektem, aby z rozwagą zweryfikować podjęte działania oraz dalsze kroki." - wstrzymanie prac, o czym pisali fani adisucks, pozwoli uratować choć kawałek muru, ale... jaka odpowiedzialna firma w ogóle rusza z takim projektem bez zbadania potencjalnego wydźwięku swoich działań? I co oznacza 'na bieżąco śledzi i działa'? W przypadku mediów społecznościowych to rozumienie 'na bieżąco' widać nie zdało egzaminu;)

3. "Jednocześnie informujemy, że agencja Tailor Made PR nie była zaangażowana w projekt. Aktywności są prowadzone przez dom mediowy." - nie mogę się powstrzymać: I co z tego??? I co z tego, skoro i tak już oberwali? I co z tego, skoro sposób prowadzenia przez Tailor Made PR komunikacji w tej sprawie urósł do osobnego przypadku kryzysowego? I co z tego, skoro ich nazwa znowu się pojawia w kontekście całej sprawy? I jak to jest, że dom mediowy odpowiedzialny za cały ambaras pozostaje anonimowy, że nigdzie nie pojawia się ani słowo z ich strony?

Pełny tekst oświadczenia ze strony TVN Warszawa

Oświadczenie adidas w sprawie muru na Służewcu
Dom mediowy otrzymał ofertę wykorzystania Muru Służewieckiego jako powierzchnii reklamowej.
Otrzymaliśmy informację, że propozycja została oficjalnie złożona przez właściciela obiektu. Projekt działań został przedstawiony marce adidas. Potraktowaliśmy to jako szansę dla uczczenia sztuki ulicy w formie graffiti i street art. Mieliśmy najlepsze intencje, aby zwrócić uwagę na jej wyjątkowość, bez niszczenia dorobku.
Jesteśmy firmą, która na bieżąco śledzi opinie i działa w sposób odpowiedzialny, więc podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu prac nad projektem, aby z rozwagą zweryfikować podjęte działania oraz dalsze kroki.
adidas będzie powiadamiał o dalszych decyzjach. Jednocześnie informujemy, że agencja Tailor Made PR nie była zaangażowana w projekt. Aktywności są prowadzone przez dom mediowy.
adidas


Wciąż czekam na sensowne okołokryzysowe działania Tailor Made PR, bo jednak zamieszczenie linku do artykułu TVN Warszawa na swojej facebookowej stronie to za mało i na jakiekolwiek oświadczenie domu mediowego. Ciekawa też jestem reakcji fanów adisucks. Jeden z nich (Arvind Juneja) pyta wprost:Co wg Was można teraz zrobić? To co zostało ZNISZCZONE - a nie ukrywajmy, zmasakrowano czarna farbą kawał historii - już nie jest do odzyskania a sam fakt "Jamu" tego nie zmieni. W zasadzie nic tego nie zmieni. Skoro więc nie można cofnąć czasu, co od strony Adidasa mogłoby sprawić, że będzie lepiej?"

No właśnie: co? I czy przypadkiem przed Adidasem nie stoi zadanie z gatunku 'jak zadowolić wszystkich'? Wiadomo przecież, że taki się jeszcze nie urodził...

edit: na stronie adisucks właśnie pojawił się komentarz do oświadczenia: "HOŁD! Brawo! W takim razie w hołdzie pisarzom palmy ich książki, na rzeźby zakładajmy siatki z logo coca-coli, muzykom wyłączajmy prąd w trakcie koncertów etc. Dwa dni milczenia i taki geniusz..." Nikt nie obiecywał, że wyjście z kryzysu będzie szybkie, łatwe i bezbolesne;)

Agata

Głową w mur - jak Adidas funduje sobie kryzys / update 1

Nowy dzień, nowe możliwości... dla wybranych. Dla Adidasa, a dziś także dla Tailor Made PR, to raczej wczorajsze kłopoty w nowej, większej skali. Społeczność Adisucks rozrosła się do 12 081 fanów. Ale to nie jedyna strona, którą zalicza nowe lajki. Fanpage agencji Tailor Made PR też ma nowych fanów, choć w tym przypadku klikanie 'lubię to' ma niewiele wspólnego z pozytywnymi emocjami.


Tailor Made PR na swoim łolu
W prasie wciąż przytaczana jest wypowiedź Magdaleny Gąsiewicz, co jeszcze bardziej szkodzi i Adidasowi i agencji. A co pisze Tailor Made PR na swoim łolu?

Pierwszy post na temat całej sytuacji - odpowiedź na linki i pytania zwolenników Adisucks wrzucane na łola agencji: "Nie mam nic wspólnego z planowaniem i organizowaniem akcji na Służewcu. Właśnie wyjaśniamy całą sytuację." Godzinę później prośba: "Dajcie nam proszę czas na wyjaśnienie sytuacji. Nam też na tym bardzo zależy."
Później oświadczenie: "Szanowni Państwo, w odpowiedzi na zarzuty środowiska dotyczące projektu związanego z murem Wyścigów Konnych w Warszawie, oświadczamy iż agencja Tailor Made PR nie jest jego pomysłodawcą ani organizatorem. Obecnie pracujemy nad wyjaśnieniem całej sytuacji, a w końcu... "Wczoraj wieczorem wydaliśmy oficjalne oświadczenie w tej sprawie i dopóki nasz klient nie wprowadzi nas w całą sytuację nie możemy jakkolwiek się do niej odnosić w oficjalnej komunikacji. Od 14 godzin, podobnie jak wszyscy zainteresowani sprawą czekamy na wyjaśnienia." Do tego komentarz Marcina Giebułtowskiego (który jak twierdzi nie jest zawodowo związany z agencją Tailor Made PR) wklejany przy niemal każdym poście z wytrwałością godną lepszej sprawy: "Tailor Made PR nie ma z ta akcja nic wspolnego i zostalo to dzisiaj dosc wyraznie wyjasnione, to byl pomysl domu mediowego Karat, a Tailor Made PR tylko zostal zapytany o cala sprawe przez tvn Warszawa. Moze byscie szanowni zwalczacze byli uprzejmi skierowac swoja agresje przeciwko inicjatorowi tej akcji, ktorym NIE jest TM? tak trudno odroznic jedna agencje od drugiej? Jesli Wam sie nie podoba cala akcja to komunikujcie to Adidasowi a nie masakrujcie Bogu ducha winna agencje PRowska."

Nowi fani na łolu Tailor Made PR
Wszystko to w atmosferze mniej lub bardziej ironicznych, obraźliwych komentarzy, z których moim faworytami są:
"A ja jestem ciekaw, jak wpadliście na ten pomysł i skąd przekonanie, że to się uda? Jak mogliście nie przewidzieć takiego feedbacku? Gratulacje :) Jestem właśnie na szkoleniu PR i mamy do omówienia świetny, świeżutki case ;]" by Aleksander Bogdański
"lipa panie... jak narobiliście sobie już takich kłopotów, to moglibyście chociaż nie ściemniać pogrążając się jeszcze bardziej. To nie strzał w stopę, to strzał w oba kolana." by Sztaba Man
"No cóż, do podręczników PR i Marketingu można trafić na dwa sposoby - moje gratulacje, szkoda że w ten łatwiejszy ;) " by Michał Szymankiewicz

Co uderza w tej całej sytuacji?
- bez względu na pomysłodawcę/realizatora akcji: brak - ze strony agencji - wcześniejszej analizy zagrożeń,
- linia obrony "to nie my, to oni", czyli w gruncie rzeczy próba odcięcia się od całej sprawy,
- dłuuuugi czas oczekiwania na jakąkolwiek reakcję, czy słowo wyjaśnienia ze strony agencji,
- argumenty stosowane przez obrońców agencji - nawet jeśli nie związanych zawodowo z firmą - które zamiast jej pomagać, tylko szkodzą, np.:
"w końcu to domy mediowe odpowiadają za działania reklamowe tak dużych klientów jak Adidas, nie PR-owska agencja" by Magdalena Gryn
"Agencje PRowskie robia BARDZO ROZNE rzeczy i nie zawsze odpowiadaja calosciowo za klienta. Czasem jest to bardzo wyrywkowy projekt. Duze firmy maja po kilkanascie agencji." by Marcin Giebultowski
"w sprawie uczestniczy iles stron a jest sobota. Nie kazdy dziala 24/24" by Marcin Giebultowski
"a jesli dziennikarz skrocil wypowiedz bo mu tak bylo wyugodniej? to tez wina agencji? czasem trzeba zalowac, ze sie chcialo pomoc" by Marcin Giebultowski w odpowiedzi na "Ale kiedy firma PRowa wypowiada się w kwestii jakiejś akcji, to zasadniczo tylko wtedy, kiedy jej się za to płaci. Po to są firmy PRowe. Trudno mi uwierzyć, że przypadkowo trafili do artykułu." by Tomasz Owsianko

Czemu takie argumenty szkodzą?
Po pierwsze pokazują sprzeczności - po co agencja wypowiada się dla mediów w sprawie projektu, z którym nie ma nic wspólnego i o którym, jak twierdzą komentatorzy, nic nie wie?
Po drugie, pisać w sytuacji kryzysu, że nie każdy działa 24/24 to jak powiedzieć - sąsiad zalewa mi mieszkanie, ale poczekam jeszcze, aż wody uzbiera się pod sufit, albo jak utonę...
Po trzecie, argument jakoby dziennikarz skrócił wypowiedź jest do bani - myślę, że PR-owcy znają prawo prasowe i wiedzą, że mają prawo domagać się (ale oni sami, a nie dziennikarz biegać za nimi) autoryzacji dosłownej wypowiedzi, a o takim przypadku mówimy. Czyli ten argument obnaża ewentualną niewiedzę (naiwność?)

Po ponad 24 godzinach od ruszenia lawiny nie znalazłam ani oficjalnego oświadczenia Adidasa, ani reakcji domu mediowego Carat... stay tuned for more updates

Agata

sobota, 26 marca 2011

Głową w mur - jak Adidas funduje sobie kryzys

Wchodzę na Goldenline i widzę wątek Fatalne posunięcie adidasa, wchodzę na Facebooka i widzę 7542 fanów strony adisuckswzywającej do bojkotu produktów firmy Adidas. O co chodzi? Najwyraźniej ktoś z działu marketingu Adidas i/lub agencji obsługującej firmę mocno uderzył się w głowę. O mur. A teraz postanowił, również o mur, rozbić wizerunek marki.

W poniedziałek ma rozpocząć się wielkie malowanie. Niby nic dziwnego - wiosna w końcu, odświeżanie na czasie. Problem jednak w miejscu, bo na lokalizację swojej malowanej megareklamy Adidas wybrał... ogrodzenie Wyścigów Konnych na Służewcu, jak piszą na swoich stronach TVN Warszawa i Życie Warszawy: kultowe miejsce, mekkę artystów streetartowych.

Skąd ten pomysł? Czy faktycznie Adidas - deklarujący i pozycjonujący się jako bliski klimatom hip-hopowym - nie zauważa problemu? W wypowiedzi dla TVN Warszawa, Magdalena Gąsiewicz z firmy Tailor Made PR, reprezentującej Adidasa mówi: "nad muralem (reklamą) będzie pracowała grupa 15 osób. Pomalowany ma być cały mur i będzie to trwać kilka dni". Kto maluje? Kim jest wspomniane 15 osób? Jeśli są to - a przecież to prawdopodobne - przedstawiciele środowiska streeartowego, po co ukrywać całą akcję i narażać się na krytykę i kryzys? A może zaszliśmy już tak daleko w piętrzeniu znaczeń i złożoności komunikacji, że coś, co jeszcze dziś wygląda na poważny kryzys, okaże się być... fake'owe jak biust Pameli Anderson? Z jednej strony - gdyby tak było - jakim trzeba być szaleńcem, aby sądzić, że nad taką piętrową komunikacją można zapanować? Z drugiej, ktoś, kto decyduje się zamalować kawał historii musi mieć w sobie nie odrobinę, ale masę szaleństwa...

Tymczasem, od chwili rozpoczęcia pisania tego posta, liczba fanów facebookowej strony adisucks skoczyła do 7652 osób (strona powstała dziś, w sobotę rano), które tym samym identyfikują się z takimi oto postulatami twórców strony:

"Ostatnio doszło do rzeczy jakże nas gorszącej, jedna z firm mówiąca o tym, że jest marką wpierającą kulturę hip-hop...wykorzystującą graffiti w swoich nadrukach na produktach...identyfikująca się z tą kultura dzisiaj niszczy coś co jest żywą historią i dorobkiem wielu pokoleń artystów graffiti. Osób, które czynnie tworzą i wspierają swoją pracą propagowanie kultury Hip-hop.
Firma adidas postanowiła w miejscu naszej "miejskiej galerii" wykonać na szerokości prawie całego muru swoją reklamę!
Tym czynem pokazuje wszystkim, co o nas myśli, że nie obchodzi ją nasza historia, nasze dzieło.
Dlatego - ogłaszamy ogólny bojkot produktów z linii adidas!
Nie przykładaj ręki do śmierci miejsca, które jest częścią naszej historii.
Miejsca do którego przyjeżdżali artyści z całego świata, aby umieścić za własne pieniądze swoją pracę.
Pokażmy im, że to co właśnie dzieje się na naszych oczach jest źle postrzegane przez nas samych i naszych znajomych! Niech wiedzą, że robią źle."


Zdjęcia z zamalowywania można zobaczyć na blogach:
gadzinowski.pl
tenisufki.eu

Akcja już jest i to mocna. Gdzie reakcja Adidasa?

Agata

środa, 23 marca 2011

Polityk w reklamie czyli najnowsza kampania Biedronki

Monitoring mediów na hasło "Biedronka" rozgrzany do czerwoności. Dużo pracy, masa komunikatów do skatalogowania, nazwa sieci dyskontów odmieniana przez wszystkie przypadki w nagłówkach, artykułach, facebookowych statusach (mój faworyt to "jak biedrona może być dla biedoty, skoro sprzedają tam piwo VIP" by Joanna Mazia).

Przy okazji kampanii zafundowanej Biedronce przez Jarosława Kaczyńskiego rzuca się w oczy spójność przekazu obu stron dyskusji - chyba po raz pierwszy PO i PiS tak bardzo się zgadzają. Czy z prawa, czy z bardziej prawa, jedno jest jasne: w Biedronce jest tanio! Nie wiem, czy którykolwiek billboard albo spot emitowany wcześniej przez właściciela sieci zdołał przekonać do tego tak wielu Polaków. W dodatku, dzięki deklaracjom premiera "Ja, rodzina i znajomi kupujemy w Biedronce" jest szansa na trafienie do zupełnie nowej grupy docelowej, która dotąd zakupy w sieci dyskontów uważała za obciach.





Zastanawiam się, jak powinno wyglądać rozliczenie pomiędzy zaangażowanymi podmiotami? Subiektywnie oceniam, że za taką reklamę, taki PR nawet wynagrodzenie zbliżone do legendarnej już kwoty wypłaconej Szymonowi Majewskiemu przez PKO BP będzie niewystarczające. A może, skoro finansowanie partii z budżetu odpada, to jest to właśnie nowa droga pozyskiwania funduszy? ;)

Agata

poniedziałek, 14 lutego 2011

Coaching, my dear friend

To będzie recenzja sentymentalno-osobista z nutką powagi.

My dear friend
Z "Coachingiem" przyjaźnię się od pierwszego numeru - spotykamy się co kwartał w druku i co jakiś czas w mniej formalnych okolicznościach facebookowych. Każde spotkanie to porządna dawka pozytywnej energii, materiału do przemyśleń i kopniaka do działania. I tym razem (nr 1/2011) nie zawiodłam się.

Pierwsza kawa i plotki
Na spotkanie umówiliśmy się w saloniku prasowym na stacji metra i to okazało się dość kłopotliwe. Wiecie jak to jest, gdy przyjaciel nagle zmieni coś w swoim wyglądzie? Coś, co do tej pory wydawało się jego znakiem rozpoznawczym jak bob Mary Portas albo usta Angeliny Jolie. No więc "Coaching" na to spotkanie wpadł odmieniony - po serii mocnych, wyrazistych okładek zaskoczył mnie rodzinną drużyną szermierzy wychylających się z najnowszego numeru. Trudno mi było odnaleźć przyjaciela na półce wśród innych tytułów, ale dałam radę. I choć początkowo zmiana stylu okładki wydawała mi się niekorzystna, później pomyślałam, że taka w końcu natura coachingu - pomaga odkrywać nowe możliwości.

Przy pierwszej kawie na tapetę wskoczyły tematy zakupów i plotek, jednak myliłby się ten, kto by uznał to za babskie gadanie. Nic z tych rzeczy. Tekst "Kupuję, więc jestem" jest ciekawy, czyta się lekko, choć - niestety - stanowi przede wszystkim podsumowanie i skrót tego, o czym porywająco pisze w swojej książce "Zakupologia" Martin Lindstrom. Mówiąc krótko, artykuł dla tych, co Lindstroma nie znają albo dla tych, którzy mają ochotę przypomnieć sobie jego przemyślenia w przysłowiowej pigułce.

Dalej było tylko lepiej - wiadomo, nic tak nie elektryzuje jak plotka! Co ciekawe dla mnie jako freelancera, artykuł "Jak skutecznie plotkować", z pozoru przydatny głównie korporacyjnym zwierzętom (proszę się nie obrażać, to tylko odwołanie do Conniffa) znacznie ułatwił mi życie. Przyczyny dopatruję się w tym, że plotka, podobnie jak każdy inny rodzaj komunikacji może służyć budowaniu relacji, ale i skutecznie je niszczyć. Emily Anthes znakomicie pokazuje, jak - również za pomocą plotki - te relacje budować, bez względu na to, czy pracujemy w stałym gronie, czy jako wolni strzelcy.

Osobiście i sentymentalnie
Bardzo osobiście odebrałam dwa kolejne teksty: o sabbaticalu oraz okładkowy, opowiadający o rodzinnym teamie i tym, jakie przeszkody i trudności na niego czyhają. Okazuje się, że jestem wielką szczęściarą - dotąd dwukrotnie przytrafiło mi się ożywcze doświadczenie urlopu od/do. Po raz pierwszy jeszcze na studiach, gdy przedłużone wakacje w Dublinie szybko zamieniłam na stypendium w Londynie, spędzając tym samym okrągły rok na Wyspach. Rok pełen wrażeń, nowości, zmian. Drugi sabbatical to... ciąża i kończący się właśnie urlop macierzyński. W sumie też rok i chyba jedna z najciekawszych wypraw, w jakich brałam udział, a na pewno jedna z gatunku tych, które wymuszają wręcz spojrzenie z nowej perspektywy na większość obszarów życia;)

"Karuzela z uczuciami" dała mi za to do myślenia o sobie w nowej roli - matki i o tym, jak z mężem i malutkim Edgarem uczymy się siebie, jak, już teraz mamy szansę budować wszystko na mocnych i zdrowych podstawach. Myślę, że ten artykuł powinien być masowo przedrukowany do magazynów parentingowych!:)

Artykuł "Introwertycy są ekstra!" zostawił mnie z mieszanymi uczuciami. Czyżbym tyle lat żyła w błędnym przekonaniu o swoim ekstrawertyzmie? Czy jestem introwertyczką, czy po prostu chcę być ekstra?;) Z tym tematem będę musiała się zmierzyć na poważnie i w dłuższej perspektywie czasowej. Za to od razu mogę się zmierzyć z koncepcją dwóch panów Heath: "Pstryk i zmiana". Przypomnieli mi licealnego łacinnika, który niezmiennie powtarzał: Połowę pracy wykonał, kto zaczął i dorzucili kilka cennych uwag. Może dzięki nim uda mi się systematycznie aktualizować bloga?

Smaczki
W każdym numerze "Coachingu" odnajduję smaki i smaczki - drobnostki, które nadają pismu charakter, sprawiają, że jest przyjazne, przyjemne w odbiorze, a czasami zaskakujące. Od początku moim faworytem są drogowskazy zamieszczane pod każdym artykułem - gdzie się wybrać po więcej: do jakich książek sięgnąć, jakie strony odwiedzić. Chętnie korzystam, tym bardziej, że ta lektura nieraz umiliła mi oczekiwanie na kolejny numer "Coachingu". Tym razem do smaczków trafiają również: dobór kluczowych ilustracji w tekstach o introwertykach i zmianie - Edward Nożycoręki i Salvador Dali rewelacyjni! Za absolutny hit uważam infografikę "W poszukiwaniu straconego czasu" - genialne i zabawne zastawienie pompatycznego proustowskiego tytułu z codziennymi pożeraczami czasu. Nawet się czasami zastanawiam, jakie wyliczenia jeszcze bym tam chciała zobaczyć: zmiany pieluszek? Dawania smakołyków psu (buldożki to wyjątkowe łasuchy, więc pomnożyłabym czas przez dwa;))?

Zmiany, zmiany
Niedawno dowiedziałam się, że nasze spotkania będą częstsze. I się cieszę i martwię. Miło spotkać przyjaciela więcej niż raz na kwartał, ale, ale... czy nie dostanie zadyszki? Czy narzucając sobie nowe tempo nie zmęczy się jak wojownik z tekstu Wojciecha Eichelbergera? Dam znać następnym razem!

Więcej o magazynie na:
stronie internetowej
Facebooku

Agata

czwartek, 12 marca 2009

XXElle

W głowie kotłowały mi się myśli:
- wersja dla słabowidzących
- super! będzie widać wszystkie opisy fotek i detale zdjęć
- nie taki kryzys straszny, jak go fotografują


Żadna nie była trafiona;) Odłożyłam je więc na bok i kupiłam jeden pędzony na Viagrze egzemplarz Elle.

Kwietniowy numer Elle rzuca się w oczy, to pewne. Nie ma co się upierać, że rozmiar jest bez znaczenia, bo na tle miniaturowych wersji Glamoura, czy Joy, nowy numer Elle wygląda jak Królowa Matka z pudelkami, sorry, buldożkami francuskimi.
Uzasadnienie tej gigantomanii? W edytorialu? Pudło. W saloniku prasowym? Nie mają pojęcia, kto wpadł na tak idiotyczny pomysł, a wyeksponować pismo bardzo trudno, bo półki nieprzystosowane do... takiego rozmiaru. Po linkach do źródła:

Hubert Burda Media wyjaśnia nagły przyrost ciała zgrabnego dotąd pisma:
W środę 11 marca, poza standardowym wydaniem magazynu ELLE trafi do sprzedaży dodatkowe specjalne wydanie dla kolekcjonerów w formacie XXL i nakładzie 15 tysięcy egzemplarzy. Burda Publishing Polska w ten sposób rozpoczyna cykl specjalnych działań przewidzianych na rok 2009, który jest rokiem XV lecia ukazywania się ELLE w Polsce.

I wszystko jasne.
Elle obchodzi swoje urodziny jak nastolatki z emitowanego na MTV Show "My Super Sweet 16": wszyscy muszą wiedzieć, zobaczyć, musi być głośno, dużo i niekoniecznie z sensem.
A pomyśleć, że można było wygrać sprawę PRowo i powiedzieć, że to z myślą o słabowidzących fashionistkach...


Agata