Na talerzu prasa, reklama, komunikacja, spoty, kampanie. Z medialnego menu wybieram przekazy zwracające uwagę - te pyszne i te niestrawne, świeże i nadpsute;) Piszę i oceniam bardzo subiektywnie...
Nie znam Pani Marii osobiście, a jednak - lubię ją. Pani Maria solidnie wykonuje swoją pracę, potrafi mile zaskoczyć i... nie wiem nawet, czy istnieje;)
Herbaciany Ogród - marka Herbapolu. W biurowej kuchni stale goszczą owocowo-ziołowe herbaty z tej serii, w tym moja ulubiona: malinowa. A jednak dopiero dziś zwróciłam uwagę na karteczkę ukrytą pod papierową torebką z herbatą. Karteczka jest niewielka, ale niespodzianka - przemiła. Prosta wiadomość od Pani Marii: "Zapakowałam specjalnie dla Ciebie" wywołała mój uśmiech. Nie sądziłam, że moja ulubiona herbata owocowa może smakować jeszcze lepiej, ale dziś smakowała. Oczywiście zżera mnie ciekawość - czy herbatę z dzikiej róży też pakuje pani Maria? Czy na każdej z karteczek zamieszczono ten sam tekst? Herbapol wciągnął mnie do zabawy prostą, sprawdzoną metodą.
Z akcentów humorystycznych - numer kontrolera jakości na załączonej karteczce to 69. Jasne, firma nie może ręczyć za wszelkie frywolne skojarzenia konsumentów, ale sami przyznacie, że zestawienie wiadomości, podpisu i pieczątki aż się prosi o drobną uszczypliwość;)
Jest futbol, jest energia. Są wybory, są emocje. 6 września nasz reprezentacja grała z drużyną z Niemiec. Do szczęścia zabrakło kilku sekund, historyczna wygrana była na wyciągnięcie ręki. A jednak, mecz zakończył się remisem 2:2. Dzień później znalazłam w swojej skrzynce wiadomość zatytułowaną "Niemcy-Polska: 2 do 2 czy 18 do 1?". O co chodzi?
Mail tak dobrze wstrzelił się w temat polsko-niemieckiej rywalizacji, że po prostu musiałam go otworzyć. Nie była to łatwa decyzja, bo w polu nadawcy widniało nieznane mi nazwisko, brakowało nazwy instytucji - w zasięgu wzroku nic, co pomogłoby mi uznać list za nie-spam;) Ciekawość wygrywa. Otwieram i widzę Monikę Mrozowską oraz Michała Piróga z minami posępnymi niczym maski Tuska i Kaczyńskiego, które trzymają w dłoniach. Jest i zachęta: "Aby dowiedzieć się więcej przejdź na www.MyOdnawialni.pl!" Zamiast iść na wskazaną stronę, czytam dalej: "Niemcy-Polska 2:2. Znakomicie! Ale w meczu o czystą i bezpieczną energię jesteśmy daleko z tyłu!" i już poznaję - marketing by Greenpeace.
Tak udanego mailingu nie widziałam dawno. Świetne wyczucie czasu (mecz, kampania wyborcza), doskonałe wejście w emocje (rywalizacja z Niemcami, szansa na wygraną.) Nawet copy znośne, choć metafora boiska i rywalizacji do najświeższych nie należy, za to pozwala łatwo dostosować copy do wyniku meczu ;) Wiadomość zachęca do wysłania apelu do polityków, by w ten sposób zwrócić ich uwagę na kwestię energii odnawialnej, potencjału rynkowego (miejsca pracy) i ekonomicznego (niższe rachunki) takich rozwiązań.
Strona poświęcona akcji gości w internetowym serwisie Gazety Wyborczej. Przez stronę można wysłać wspomniany apel, jest tam baza wiedzy (artykuły, pomysły na to jako efektywnie wykorzystywać i oszczędzać energię). Można też obejrzeć filmy - świetny spot z duetem Mrozowska&Piróg
i trzy nagrania omawiające - ustami znanych osób niezaangażowanych w projekt - kwestie eko-miejsc pracy (Paulina Przybysz), wykorzystania ogniw fotowoltaicznych (Agnieszka Szulim) i etyczne (Wojciech Eichelberger).
Widzę w My Odnawialni ciekawą formułę - z jednej strony jest to akcji edukacyjna, proekologiczna, z drugiej - można ją zaliczyć do kampanii namawiających do świadomego głosowania w nadchodzących wyborach, wybierania polityków z wizją i wiedzą, do szukania selekcjonerów i trenerów, którzy pozwolą nam wreszcie wygrać z Niemcami.
To nie będzie post o wyższości świętowania urodzin (vide: IKEA) nad świętowaniem imienin. Ani nawet o tym, czy lepiej trzymać się sprawdzonych metod, czy zaskakiwać czymś nieznanym. To będzie post o tym, że Marek Kondrat gra w serialu "Imieninowy procent". Serial - jak donosi mmp24 - ma mieć 40 odcinków.
40 dni, 40 spotów, 40 imion. W 40 odsłonach ING będzie promować swój nowy produkt - imieninowe oprocentowanie. Bajkowa sceneria, łagodna muzyka i głos Kondrata mają przenieść widzów do krainy spełnionych marzeń. Tylko ze mną coś nie tak, bo zamiast przenosić się w świat marzeń, wracam do starych 'Koncertów Życzeń';) Przenoszę się i... to nawet nie jest złe, bo przy całym kiczu, koncerty były znakomitym przykładem - prehistorycznego z dzisiejszego punktu widzenia - sposobu budowania relacji między medium (telewizja) a odbiorcą. Nowe reklamy ING wracają to tego typu interakcji widz-telewizja. Spoty mają być nadawane codziennie, kierując się do adresata świętującego w tym dniu swoje imieniny. Solenizanci poczują się wyróżnieni, a inni odbiorcy na pewno docenią tę przypominajkę i - o ile obejrzą kilka spotów, a sądzę, że tylko to gwarantuje rozkminienie konceptu) - na pewno docenią kreatywność twórców projektu.
Tak oto Marek Kondrat pojawia się w kolejnym - po "W labiryncie" - serialu świetnie korespondującym z polską rzeczywistością. Nawet hasło zachęcające do oszczędzania ("jaki stan konta, taki stan ducha") świetnie pokazuje jak wielka przepaść dzieli te produkcje i jak daleko nam do krainy prawdziwego szczęścia...
Otwieram skrzynkę, a tam "Tack Polen! Dziękujemy, Polsko!" - kampania 50 lat razem by IKEA przypomina mi o sobie po raz kolejny. W docieraniu do Polaków, szwedzka firma wydaje się działać skuteczniej niż GUS podczas spisu powszechnego. Ale po kolei.
Gdy pierwszy raz zobaczyłam hasło "50 lat IKEA w Polsce" pomyślałam, że to jakieś nieporozumienie. Myśl 1: może faktyczne tak jest, tylko ja jestem za młoda, aby pamiętać ewentualne wzmianki prasowe sprzed pół wieku? Myśl 2: przecież 50 lat temu IKEA nie była tak potężną firmą jak teraz, może po prostu wtedy wykorzystywali nasze fabryki? Ten krótki proces myślowy uważam za ogromny sukces IKEI. Udało im się zamieszkać w mojej głowie i nakłonić do zastanowienia "o co chodzi?" Sądzę, że wiele osób zadawało sobie podobne pytania, czyli: Jak to się stało? Czemu mówią o 50 latach? IKEA znakomicie na te pytania odpowiada, łącząc komunikację wizerunkową z kampanią produktową, co - jak słusznie zauważyła Natalia Hatalaska - nie jest wcale proste.
Skoro już zaczęłam od urodzinowej przesyłki IKEA, pójdę tym tropem. W kopercie znalazłam ulotkę i kupon rabatowy na 20 złotych. Taki zestaw do końca czerwca ma trafić do 9 milionów gospodarstw domowych! Ulotka ma swój urok - na okładce oldskulowy rysunek, w środku garść czarno-białych zdjęć i sporo informacji ujętych w dobrym copy. Samo hasło "50 lat współpracy bardzo nas zbliżyło" z połączeniu z powracającym w tekstach przekazem (Polska - punkt zwrotny w historii IKEA) pozwala polskiemu odbiorcy na nowo spojrzeć na firmę, dostrzec w niej nie tyle szwedzkie imperium meblowe, ile... coś tutejszego, naszego, swojskiego wręcz. To ciekawy zabieg, bo umożliwia IKEI wpisanie się w polską historię, przemiany rynkowe. Czyż nie jesteście, Polacy - zdaje się mówić IKEA - dumni z tego, że tak daleko zaszliście? W ulotce podoba mi się jeszcze oś czasu, na której pokazane są, polsko-szwedzkie relacje. Jest oczywiście rok 1961 (IKEA podpisuje pierwszy kontrakt na produkcję krzeseł w fabryce mebli giętych w Radomsku), ale jest też słynny występ ABBY w Studio2, czy Nobel dla Miłosza. Słowem: marketingowo-popkulturowy miks, który lekko się czyta i działa niezwykle skutecznie.
Kupon pewnie zrealizuję, tym bardziej, że świętując urodziny, IKEA przygotowała jubileuszową kolekcję mebli. Dlaczego "meble, które swoim stylem nawiązują do wystroju wnętrz z lat 60. oraz 70. XX wieku" miałyby się sprzedać? Uważam, że to strzał w dziesiątkę, szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę sukces wystawy "Chcemy być nowocześni" (pisałam o niej na swoim drugim blogu). Bony cieszą się zresztą sporym powodzeniem, o czym może świadczyć druga strona polskiej kreatywności widoczna w takich ogłoszeniach:
W całej kampanii IKEA podoba mi się spójność: od powracającego motywu krzesła po zbudowane wokół niego story. IKEA-mit na polskie potrzeby: od przypadkowego krzesła do długoletniej współpracy. Dowcipinie i sympatycznie pokazano to w spocie
Spoty są jeszcze dwa, do obejrzenia w specjalnie uruchomionym serwisie www.50LatRazem.pl Do estetycznej, prostej (menu!) i przejrzystej (prezentacja historii) strony odsyłają wszystkie materiały promocyjne urodzinowej kampanii, także reklamy prasowe. Na te ostatnie nie trafiłam, ale jeden z przykładów ciekawie opisał Jerzy Ciszewski.
Wiosna, słońce, ze stanu marketingowej hibernacji wychodzą producenci rajstop i pończoch. Gatta kontynuuje współpracę z Joanną Horodyńską i stawia na promocję swoich bestsellerów w spocie „Bo nie grzech być kobietą” (za to grzech dawać taki slogan...) Calzedonia po raz pierwszy z kampanią telewizyjną i mocnym PR-em w serwisach modowych, które jak jedna żona masowo pokazują zdjęcia z najnowszej kolekcji.
Małgorzata Barton, szefowa marketingu Gatta w rozmowie z Groszkami mówi wprawdzie o dwutorowych działaniach promocyjnych: Nową, wiosenną kolekcję prezentujemy głównie za pośrednictwem narzędzi z zakresu public relations, skupiając się na mediach segmentu „fashion”. Natomiast celem kampanii telewizyjnej jest ugruntowanie pozycji marki Gatta jako lidera kategorii, przez prezentację najpopularniejszych rajstop w Polsce: Laura, Luna i Eve, które miesięcznie sprzedawane są w liczbie ponad 1,5 mln sztuk., jednak - właśnie poza serwisem groszki.pl - znacznie lepszy PR na stronach poświęconych modzie i stylowi ma Calzedonia.
Myślę, że Gatta za słabo eksponuje swoją ambasadorkę. Owszem, Joanna Horodyńska pojawia się w spocie reklamowym, ale przecież w tej współpracy Horodka nie jest przede wszystkim modelką, tylko projektantką/stylistką i o tym warto mówić. Tymczasem fakt, że modelki zostały przez nią wystylizowane zgodnie z wiosennymi trendami przewija się zaledwie w tle, podobnie jak informacja o dalszej współpracy w zakresie tworzenia kolekcji (nowa ma pojawić się dopiero na jesień, co dziwi, tym bardziej, że - jak mówi Barton - dwie poprzednie kolekcje Joannahorodyńskagatta zostały dobrze przyjęte przez klientki...)
Miłym zaskoczeniem jest Calzedonia. Poza dotychczasowym standardem w postaci outodoorowej kampanii, marka po raz pierwszy w Polsce postawiła na dotarcie do odbiorców via telewizja. Spot by Saatchi & Saatchi z muzyką Billy'ego Joela "She's always a woman to me" był wcześniej emitowany w innych krajach i... spotkał się z zarzutami o seksizm. Wszystko za sprawą sloganu "Mamy nadzieję, że to będzie dziewczynka" pojawiającego się na końcu filmu. Tłem dla hasła jest obraz ciężarnej kobiety, jak się domyślamy tej samej, która wcześniej przeżywa swoją pierwszą lekcję baletową, rozmowę o pracę, czy przygotowania do ślubu. Mnie to nie oburza, raczej bawi, że producent w tak bezpośredni sposób komunikuje potrzebę zwiększania sprzedaży:) W końcu o to chodzi - produkujemy rajstopy, więc każda kolejna kobieta to potencjalna klientka. Czy którykolwiek producent masowych dóbr nie chce powiększać grupy odbiorców? Bardziej bym się martwiła o stereotypowe pokazanie kobiety: delikatna, przypisana do konkretnych zajęć (balet) i ról (żona, matka), ale wybaczam, bo spot mi się podoba - jest ciepły, akurat na roztopienie zimy w sercu. No i tak muzyka!
Na deser piękna sesja z najnowszej kolekcji Calzedonia - ze wsparciem finansowym, czy bez, nie ma się co dziwić, ze serwisy modowe pokazują te fotki;)
Z mądrościami ludowymi jest ten problem, że wszyscy je powtarzają, a mało kto potrafi zastosować. Ot, choćby taki Citroen. Widać słyszeli, że należy się uczyć od najlepszych, jednak drugą lekcję w tym temacie - tę o kopiowaniu i zarzynaniu klasyki - puścili mimo uszu. Efektem tych wybiórczych studiów jest najnowsza reklama Citroena C3. Po uszach bije "Hit the Road Jack" (1961), a po oczach styl animacji i efekt wizualny rozpowszechniony w popkulturze głównie za sprawą teledysku "Sledgehammer" (1986) Petera Gabriela.
Problem tylko w tym, że spot najnowszej kampanii Citroena, zamiast szlachetnie odwołać się do tych klasyków, bezczelnie z nich ściąga. Producent samochodów nabiera widza, sugerując, że to tylko nawiązanie, odwołanie, inspiracja. Marne to i małe, a przecież - jak każde zderzenie gigantów i spotkanie na szczycie - miało wielki potencjał...
Oglądam wspaniałe życie filmowej rodziny Jonesów coraz szerzej otwartymi oczyma. Nie dziwi mnie, ani nie jest dla mnie nowością pokazane w filmie zjawisko zatrudniania trendsetterów do wprowadzania na rynek nowych produktów. Nie dziwi mnie ogromna liczba przewijających się przez ekran marek, bo product placement ma swoją długą historię. Dziwi mnie, że - wobec negatywnego wydźwięku filmu i (uwaga spoiler!) samobójstwa jednego z bohaterów, który popada w długi starając się dotrzymać kroku idealnym Jonesom - firmy takie jak Audi, YSL, MBT, czy HTC zgodziły się na prezentację w The Joneses. Drążę więc temat i krok po kroku przekonuję się, że część firm nie tylko zgodziła się na ten wątpliwy product placement, ale wręcz chwali się obecnością swoich produktów w obrazie Derricka Borte'a!
Rachel West na www.suite101.com przywołuje wypowiedź reżysera, który opowiadał o trudnościach z pozyskaniem zgody na filmowanie niektórych produktów właśnie z uwagi na mroczny, negatywny obraz społeczeństwa konsumpcyjnego i technik kreowania popytu na luksusowe produkty odmalowany w The Joneses. O szczegółach, w wywiadzie dla www.reelzchannel.com mówi także producent filmu, Doug Mankoff:
I went in thinking that brand integration would be easy, but found it wasn't. Partly because of the movie's message and partly because the economy tanked right as we were starting development. Director Derrick [Borte] was a strong proponent that we use real brands, not made up ones. First, it's really expensive to do that, to create products and brands. Plus the movie's more real that way.... One brand we had to create was Rudy's Rum Punch — no one wants to be associated with drunk driving, especially when it involves a teenager.
Mankoff wspomina, że spośród ponad 40 marek obecnych w filmie, finansowo produkcję wsparły dwie. Producent opowiada też o wykorzystaniu obecności w filmie w działaniach promocyjnych poszczególnych brandów, zwracając uwagę na dumę(!) z udziału w filmie, czy wręcz strategiczne wykorzystanie tego faktu (case producenta butów MBT, który sponsorował Hollywoodzką premierę filmu i z radością komunikuje swoją w nim obecność także na polskim Facebooku). Co ciekawe, są i takie firmy, które - mimo wyraźnej zgody na wykorzystanie ich produktów podczas zdjęć - siedzą cicho jak mysz pod miotłą, obawiając się, że klienci nie zrozumieją decyzji o pokazaniu się w filmie, która była jakoby motywowana przed wszystkim chęcią udziału w dyskusji o zjawiskach stanowiących jeden z głównych akcentów The Joneses... fakt, ja jako widz nie kupuję takich wyjaśnień;) Co więcej myślę, że podobnymi deklaracjami firmy wznoszą się na nowy poziom hipokryzji i/lub cynizmu.
Całość moich poszukiwań zwieńczyła informacja o flircie twórców z technologią przyszłości, czyli Media/And's SmartBar technology. Wykorzystując fragment The Joneses firma przygotowała demo systemu pozwalającego na interaktywne zakupy w trakcie oglądania. Dzięki tej technologii, odbiorca nie tylko dowiaduje się, jakie produkty aktualnie widać na ekranie, ale też może – klikając na odpowiednie liki wyświetlane z boku – kupić je online, odwiedzić strony internetowe aktorów, znaleźć lokalnego dealera prezentowanej marki samochodów.
Wszystko to bardzo fascynujące, ale... choć bardzo się staram uniknąć złośliwości, w mojej głowie rodzi się proste pytanie: na ile wiarygodny jest film z fabułą opartą na krytyce konsumeryzmu i nowoczesnych techniki marketingowych, a jednocześnie tak mocno nimi przesiąknięty? A może takiego filmu nie da się dziś zrobić bez wchodzenia w bliskie relacje z pokazywanymi markami?
Nie mam bladego pojęcia, co wrzucają do Pepsi, żeby smakowała tak jak smakuje. Nie wiem też, czym ten smak rożni się od Coca-Coli. Za to nie mam żadnych wątpliwości, jaka receptura sprawiła, że kampania Pepsi towarzysząca Mistrzostwom Świata jest tak dobra: Akon, bodypainting i kilku fenomenalnych piłkarzy, którzy z jednej strony pozwolili na siebie spojrzeć z przymrużeniem oka w zabawnym filmie promocyjnym, a z drugiej prezentują się dziko i baaardzo sexy na plakatach. Kolory, muzyka, po prostu czuć słońce, czuć emocje!
Drodzy Panowie, oto niezawodna i nie wymagająca treningu metoda na ogranie najlepszych z najlepszych:
Drogie Panie, oto pięć powodów (no, może dwa pierwsze wystarczą) dlaczego warto przyglądać się tegorocznym rozgrywkom z RPA:) Kolejność zdjęć nieprzypadkowa;)
Kampania podoba mi się tak bardzo, że wybaczam twórcom nawet zatrudnienie gwiazd Chelsea...
Pomarzyć dobra rzecz... Jak słyszę - bo nawet wolę ją słyszeć niż oglądać - reklamę Tui, od razu odpływam (jasne, łatwiej samolotem, ale odlatuję zbyt wieloznaczne:P) do Lizbony. Albo na Krym. W sumie bez znaczenia, byle w towarzystwie najlepszym z możliwych: "Zawsze z Tobą tu i tam":) Piosenka jak wirus, a lektora mogliby... wysłać na wakacje tu i tu i tam;)
"Chodź, pokażę Ci miejsce, gdzie wszystko jest proste Gdzie jak sen mija dzień, gdzie obudzi nas słońce Razem dobrze będzie nam, zawsze z Tobą tu i tam"
Forum: "Jak pierwszy raz zobaczyłam ten spot, myślałam, że reklamują czekoladę dla psów". Mowa o wedlowsko-cadbury'owej Fabryce Przyjemności. Wygląda na to, że na tej samej fali Philips wyprodukował prostownicę do psich włosów;) Ot, taka seria reklam pod psem. Wiadomo, zwierzaki są słodkie i - obok dzieci - wywołują (podobno) same pozytywne skojarzenia z produktem. A pies jako towarzysz człowieka przekonuje widzów do kupna wszystkiego: od farb, przez piwo, po czekoladę. Czy skutecznie?
Pal licho prognozy pogody i widoki za oknem. Jest lato i koniec kropka. Poznałam po reklamie Bigów Algidy. Może padać, mogą być burze, ale jeśli w telewizji pojawia się charakterystyczny spot Algidy musi być LATO!
Reklamy Algidy od lat kojarzą mi się z początkiem wakacji. I - choć nie cierpię Safri Duo, które w każdym sezonie jest tłem dla śmietankowych fantazji - jest w tych reklamach i kampanii coś uroczo znajomego, żeby nie powiedzieć jednostajnego. Taka na przykład promocja "Szczęście sprzyja lodożercom": Trafiam z taką częstotliwością, że zaczynam wierzyć, iż szczęście sprzyja mi nie tylko w promocji, ale i na co dzień:) Luźne skojarzenie: Czy to nie dziwne, że moje ulubione lody nazywają się tak samo jak facet Carrie Bradshaw? Czy nie dziwniejsze jest to, że - zamiast schrupać jej faceta - wolę Big... Milka? Po prostu: nie ma porównania:)
I jeszcze motto na całe wakacje:Aby zjeść jedną kulkę lodów potrzeba średnio 50 liźnięć
Wlepiam oczy w ekran i... czuję smak malin, truskawek, jeżyn. Mhhhhm, przyjemnie. Aż strach się bać, co by było, gdyby puszczali tę reklamę w zimie. Byłaby tęsknota za świeżymi owocami i natychmiastowy wypad do sklepu.
Gdy ją pierwszy raz zobaczyłam myślałam o: jogurcie, kosmetykach Dove, nowym show telewizyjnym, w którym proszą dziki tłum kobiet/tłum dzikich kobiet o przetestowanie kilku preparatów. Nic z tych rzeczy. Kobiety Liptona toną w owocowej przyjemności. Rety, jak fantastycznie byłoby się zanurzyć w basenie pełnym letnich pokus! Jest tam wszystko: słodycz, życie, energia, smak, zabawa. Gratulacje dla DDB, która razem z Media Direction OMD przygotowała kampanię ATL.
Z ciekawości zerknęłam nawet na www.nowywymiarprzyjemnosci.pl – bardzo kobieca i urocza strona. Zbadałam swoją osoboowocowość i przynajmniej przekonałam się skąd mój irracjonalny pociąg do telewizyjnej reklamy nowego Liptona: psychozabawa radzi, bym w chwili tylko dla siebie spróbowała Pokusy Letnich Owoców. Lecę więc wrzucić piramidalnie smakowitą torebkę do kubeczka :)
Jak się domyślam, miało być nowatorsko i z jajem. Agencja Publicis przygotowała dla MTV Networks Polska spot, jak powiadają sami zainteresowani: nakłaniający do zmiany nawyków "psowychodzeniowych":
Filmik budzi jednak wątpliwości. Po pierwsze, fabuła osadzona w realiach amerykańskich, słabo mi się widzi na rynki europejskie. A może sugestia, że zza oceanu (choć spot w całości wyprodukowany w Polsce), sprawi, iż odbiorcy chętniej zastosują się do hasła "Cleanup after your dog, man"? Zobaczymy. Po drugie, akcja - pod względem copywriterskim - nie dorównuje takim polskim pomysłom, jak mocne, zalatujące sądową groźbą hasło warszawskiej kampanii "Kupa psów łamie prawo", czy - sugerujące łatwość wykonania zadania i zastosowane w Łodzi: "To nie jest kupa roboty". Na tle tamtych działań, akcja MTV - choć ciekawa i na pewno potrzebna - śmierdzi wtórnością i polowaniem na łatwy rozgłos.
Dla przypomnienia: w Łodzi Posprzątaj! To nie jest kupa roboty! i Warszawie Psie Sprawy Warszawy Faktem jednak jest, że poprzednie kampanie były (szczególnie łódzka) bardziej przaśne i raczej nie trafiały do tak młodych odbiorców jak pomysł Publicis i MTV. Spot, zachęcający do sprzątania po psiakach, będzie emitowany w wersji 60-sekundowej w stacjach MTV Polska oraz MTV European, a także w portalu wideo s2o.tv. Jeśli akcja zyska mocny odzew, powinien on być widoczny i wyczuwalny (wreszcie miejskie trawniki zdominuje zapach trawy;) ) już początkiem wiosny...
Kto gra rolę główną: nastolatek marzący o tym, aby - trzymając na rękach niesfornego bobra - zakryć twarz emo-grzywką i zapaść się pod ziemię? A może bóbr: jedyny zwierz reklamowego światka znający 1000 beatów i potrafiący liczyć do 1000? Żaden z nich. Na pierwszy plan najnowszej kampanii 36.6 wysuwa się pure nonsense. Ilekroć widzę BBoxowe wydanie bobra siarczyście opluwające swojego właściciela, nie mogę powstrzymać śmiechu. Nie mniej zabawnie i niedorzecznie prezentuje się liczący bóbr w tłumie pasażerów autobusu. Spoty telewizyjne – a na razie wyłącznie z nich znam bobra - wyreżyserowane przez Briana Lee Hughes'a są po prostu genialne:
Chapeau bas przed twórcami z Team One: copywriterem Marcinem Mroczkiem, art directorem Andrzejem Błachutem i dyrektorem kreatywnym Arturem Dynowskim. Wierzę, że bóbr wypadnie równie korzystanie w kampanii prasowej, outdoorowej i materiałach BTL. Zaadoptowany przez 36.6 bóbr ma spore szanse dołączyć do grona kultowych postaci zwierzęcych znanych z mediów, np.: żubra, a popularnością może przebić pudelka, bo spoty na youtube obejrzało już ponad 65 tysięcy internautów Ja bobra polubiłam na tyle, że zaczynam mieć wątpliwości, czy aby nie jest lepszy od 1000 darmowych smsów;)
Zdziwiona jestem doborem 'twarzy' do najnowszej kampanii Play. Istny zwierzyniec postaci telewizyjnych: kot Filemon, Żubr, porucznik Borewicz. Do gustu najbardziej przypadł mi ten drugi, ale po kolei...
Pierwszy był Borewicz. Włóczył się za mną po metrze i przyznać muszę, że w formatach czysto wizualnych sprawdza się lepiej niż w spocie telewizyjnym. Ciekawie wypada na bannerach internetowych. No i tekst o chrząszczach powalający (bardziej nawet niż zapożyczone z sieci i w sumie nienowe, acz ciekawie użyte FRESZCIE): Drugi był żubr. Fakt, że nie reklamuje piwa uważam za mistrzowskie zagranie;)
A Kot Filemon? Cóż, każda kampania ma mocne i słabe strony...
Tyle w standardzie. Teraz nastawiam się na inne zapowiadane przez Play działania: promocję w kinach, pubach, centrach handlowych, bankomatach. Może nie przegapię. W końcu Play opanował aż 1100 niestandardowych miejsc. Poza tym, tyle kasy - spece od komunikacji Play chwalą się, że działania reklamowe pochłonęły o wiele większe koszty, niż przeciętna, zwykła kampania sieci. Jedno jest pewne: pieniądze wydane na kreację Change Integrated to dobra część inwestycji.
Długo się wzbraniałam przed wykrzyczeniem światu tej miłości, ale dłużej nie dam rady. W uszach dźwięczy kawałek Beggin’ zremixowany przez Pilooskiego, przed oczami skaczą opaskowani celebryci. Video Adidasa jest... zachwycające!
Wiadomo, miłość jest ślepa, ale nagrodę temu, kto wskaże słabe punkty...
Fantastyczne hasło: Celebrate Originality Mocna obsada: osobowości z różnych światów, od muzyki, przez sport, po modę. Nima Nourizadeh dokonał cudu łącząc ich wszystkich w jednym teledysku. Nienachalnie wypada połączenie Missy Elliott i Katy Perry, Davida Beckhama z Darylem McDanielsem. Zaproszenie: Originals House Party? Nie powiem nie, już się szykuję;) Online after party: Najmocniej trafiają do mnie modowe bonusy, jak sygnowany przez Cynthię Lawrence-John lookbook czy odlotowa kolekcja Jeremy'ego Scotta.
Czekam kolejnych odsłon całorocznej kampanii, a w międzyczasie buszuję w sieci w towarzystwie Nimy Nourizadeha.
podrzucam słowa, żongluję pomysłami, sklejam koncepcyjne puzzle. Jestem copywriterką, prowadzę szkolenia i doradztwo w zakresie komunikacji oraz public relations. Ja to firma-firma to ja, zapraszam: www.prpartner.pl
Poza mediami pożeram popkulturę we wszystkich postaciach, jestem wielbicielką twórczości Davida Finchera, fanką seriali "Med men" i "Dexter", kibicuję FC Barcelona, a wolny czas z radością poświęcam uroczemu buldożkowi francuskiemu imieniem Brutus.