Na talerzu prasa, reklama, komunikacja, spoty, kampanie.
Z medialnego menu wybieram przekazy zwracające uwagę - te pyszne i te niestrawne, świeże i nadpsute;)
Piszę i oceniam bardzo subiektywnie...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 marca 2012

Koniec, który może być ciekawym początkiem

Bardzo lubię billboardy Fit&Easy z serii "Koniec z..." Retro smaczek w postaci oryginalnych zdjęć z lat 50. trafia w klimat przywrócony popkulturze dzięki serialowi Med Men, a teraz nakręcony w związku ze zbliżającą się emisją nowego sezonu. W dużym formacie dobrze gra połączenie czarno-białych zdjęć z mocnym kolorem. Widzę jednak w tej kampanii niewykorzystany potencjał...

Za mało rwania

Kampania Fit&Easy zbiegła się w czasie z akcją Ojczysty - dodaj do ulubionych i wpisuje się w ratowanie słów, ponowne włączenie ich w obieg. Mam na myśli hasło "Koniec z rwaniem" - szkoda, że pozostałe motywy nie wykorzystują takich gier słownych, nie sięgają do bogactwa języka. No i może jeszcze nazwy produktów nie wpisują się w ten nurt, ale o nich niżej.

Rwanie rodzinne czy weekendowe?

Nie do końca rozumiem logikę stojącą za doborem zdjęć i haseł do produktów. O ile pierwszy strzał trafiony, bo "Koniec z miksowaniem" przy Fit&Easy Party wypada super, o tyle dalej jest mniej przejrzyście. Niby "Koniec z rwaniem" bo czeka Fit&Easy Family? Ok, jeszcze ujdzie. Ale "Koniec z myciem" przy Fit&Easy Weekend jakoś mi nie gra, bo - o ile dobrze pamiętam z książek i zacnych seriali rodzinnych, sobota to właśnie czas na kąpiel i - widoczne na zdjęciu, a nie zawsze pożądane - mycie dziecięcych uszu.

Więcej retro!

Trochę szkoda, że marketer skupił się na jednym kanale komunikacyjnym. Miłą niespodzianką byłaby strona albo chociaż zakładka, czy aplikacja FB nawiązująca do klimatu retro. Albo blog kulinarny łączący epoki, pozwalający przenieść retro-dania w nowoczesność dzięki Fit&Easy. Może jeszcze nic straconego?;)

Agata

środa, 21 września 2011

Pani Maria z Herbacianego Ogrodu

Nie znam Pani Marii osobiście, a jednak - lubię ją. Pani Maria solidnie wykonuje swoją pracę, potrafi mile zaskoczyć i... nie wiem nawet, czy istnieje;)

Herbaciany Ogród - marka Herbapolu. W biurowej kuchni stale goszczą owocowo-ziołowe herbaty z tej serii, w tym moja ulubiona: malinowa. A jednak dopiero dziś zwróciłam uwagę na karteczkę ukrytą pod papierową torebką z herbatą. Karteczka jest niewielka, ale niespodzianka - przemiła. Prosta wiadomość od Pani Marii: "Zapakowałam specjalnie dla Ciebie" wywołała mój uśmiech. Nie sądziłam, że moja ulubiona herbata owocowa może smakować jeszcze lepiej, ale dziś smakowała. Oczywiście zżera mnie ciekawość - czy herbatę z dzikiej róży też pakuje pani Maria? Czy na każdej z karteczek zamieszczono ten sam tekst? Herbapol wciągnął mnie do zabawy prostą, sprawdzoną metodą.





Z akcentów humorystycznych - numer kontrolera jakości na załączonej karteczce to 69. Jasne, firma nie może ręczyć za wszelkie frywolne skojarzenia konsumentów, ale sami przyznacie, że zestawienie wiadomości, podpisu i pieczątki aż się prosi o drobną uszczypliwość;)



Agata

poniedziałek, 30 maja 2011

Marek Kondrat w nowym serialu

To nie będzie post o wyższości świętowania urodzin (vide: IKEA) nad świętowaniem imienin. Ani nawet o tym, czy lepiej trzymać się sprawdzonych metod, czy zaskakiwać czymś nieznanym. To będzie post o tym, że Marek Kondrat gra w serialu "Imieninowy procent". Serial - jak donosi mmp24 - ma mieć 40 odcinków.

40 dni, 40 spotów, 40 imion. W 40 odsłonach ING będzie promować swój nowy produkt - imieninowe oprocentowanie. Bajkowa sceneria, łagodna muzyka i głos Kondrata mają przenieść widzów do krainy spełnionych marzeń. Tylko ze mną coś nie tak, bo zamiast przenosić się w świat marzeń, wracam do starych 'Koncertów Życzeń';) Przenoszę się i... to nawet nie jest złe, bo przy całym kiczu, koncerty były znakomitym przykładem - prehistorycznego z dzisiejszego punktu widzenia - sposobu budowania relacji między medium (telewizja) a odbiorcą. Nowe reklamy ING wracają to tego typu interakcji widz-telewizja. Spoty mają być nadawane codziennie, kierując się do adresata świętującego w tym dniu swoje imieniny. Solenizanci poczują się wyróżnieni, a inni odbiorcy na pewno docenią tę przypominajkę i - o ile obejrzą kilka spotów, a sądzę, że tylko to gwarantuje rozkminienie konceptu) - na pewno docenią kreatywność twórców projektu.



Tak oto Marek Kondrat pojawia się w kolejnym - po "W labiryncie" - serialu świetnie korespondującym z polską rzeczywistością. Nawet hasło zachęcające do oszczędzania ("jaki stan konta, taki stan ducha") świetnie pokazuje jak wielka przepaść dzieli te produkcje i jak daleko nam do krainy prawdziwego szczęścia...

Agata

wtorek, 24 maja 2011

IKEA dziękuje Polsce - stare dobre małżeństwo?

Otwieram skrzynkę, a tam "Tack Polen! Dziękujemy, Polsko!" - kampania 50 lat razem by IKEA przypomina mi o sobie po raz kolejny. W docieraniu do Polaków, szwedzka firma wydaje się działać skuteczniej niż GUS podczas spisu powszechnego. Ale po kolei.

Gdy pierwszy raz zobaczyłam hasło "50 lat IKEA w Polsce" pomyślałam, że to jakieś nieporozumienie. Myśl 1: może faktyczne tak jest, tylko ja jestem za młoda, aby pamiętać ewentualne wzmianki prasowe sprzed pół wieku? Myśl 2: przecież 50 lat temu IKEA nie była tak potężną firmą jak teraz, może po prostu wtedy wykorzystywali nasze fabryki? Ten krótki proces myślowy uważam za ogromny sukces IKEI. Udało im się zamieszkać w mojej głowie i nakłonić do zastanowienia "o co chodzi?" Sądzę, że wiele osób zadawało sobie podobne pytania, czyli: Jak to się stało? Czemu mówią o 50 latach? IKEA znakomicie na te pytania odpowiada, łącząc komunikację wizerunkową z kampanią produktową, co - jak słusznie zauważyła Natalia Hatalaska - nie jest wcale proste.

Skoro już zaczęłam od urodzinowej przesyłki IKEA, pójdę tym tropem. W kopercie znalazłam ulotkę i kupon rabatowy na 20 złotych. Taki zestaw do końca czerwca ma trafić do 9 milionów gospodarstw domowych! Ulotka ma swój urok - na okładce oldskulowy rysunek, w środku garść czarno-białych zdjęć i sporo informacji ujętych w dobrym copy. Samo hasło "50 lat współpracy bardzo nas zbliżyło" z połączeniu z powracającym w tekstach przekazem (Polska - punkt zwrotny w historii IKEA) pozwala polskiemu odbiorcy na nowo spojrzeć na firmę, dostrzec w niej nie tyle szwedzkie imperium meblowe, ile... coś tutejszego, naszego, swojskiego wręcz. To ciekawy zabieg, bo umożliwia IKEI wpisanie się w polską historię, przemiany rynkowe. Czyż nie jesteście, Polacy - zdaje się mówić IKEA - dumni z tego, że tak daleko zaszliście? W ulotce podoba mi się jeszcze oś czasu, na której pokazane są, polsko-szwedzkie relacje. Jest oczywiście rok 1961 (IKEA podpisuje pierwszy kontrakt na produkcję krzeseł w fabryce mebli giętych w Radomsku), ale jest też słynny występ ABBY w Studio2, czy Nobel dla Miłosza. Słowem: marketingowo-popkulturowy miks, który lekko się czyta i działa niezwykle skutecznie.




Kupon pewnie zrealizuję, tym bardziej, że świętując urodziny, IKEA przygotowała jubileuszową kolekcję mebli. Dlaczego "meble, które swoim stylem nawiązują do wystroju wnętrz z lat 60. oraz 70. XX wieku" miałyby się sprzedać? Uważam, że to strzał w dziesiątkę, szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę sukces wystawy "Chcemy być nowocześni" (pisałam o niej na swoim drugim blogu). Bony cieszą się zresztą sporym powodzeniem, o czym może świadczyć druga strona polskiej kreatywności widoczna w takich ogłoszeniach:



W całej kampanii IKEA podoba mi się spójność: od powracającego motywu krzesła po zbudowane wokół niego story. IKEA-mit na polskie potrzeby: od przypadkowego krzesła do długoletniej współpracy. Dowcipinie i sympatycznie pokazano to w spocie



Spoty są jeszcze dwa, do obejrzenia w specjalnie uruchomionym serwisie www.50LatRazem.pl Do estetycznej, prostej (menu!) i przejrzystej (prezentacja historii) strony odsyłają wszystkie materiały promocyjne urodzinowej kampanii, także reklamy prasowe. Na te ostatnie nie trafiłam, ale jeden z przykładów ciekawie opisał Jerzy Ciszewski.

Urodziny się udały. Co dalej?

Agata

niedziela, 27 marca 2011

Głową w mur - jak Adidas funduje sobie kryzys / update 2

Lepiej późno niż wcale - tyle przysłowie. A w sytuacji kryzysowej? Im szybciej tym lepiej. Oświadczenie Adidasa, na które właśnie trafiłam na stronie TVN Warszawa pojawia się za późno o kilkanaście tysięcy fanów adisucks, kilkadziesiąt artykułów prasowych oraz postów na blogach i kilkaset komentarzy na stronie Tailor Made PR.

Rozbierając oświadczenie na czynniki pierwsze

1. "Potraktowaliśmy to jako szansę dla uczczenia sztuki ulicy w formie graffiti i street art. Mieliśmy najlepsze intencje, aby zwrócić uwagę na jej wyjątkowość, bez niszczenia dorobku." - to dość zaskakujące stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że lawina negatywnych komentarzy i pomysł bojkotu ruszyły właśnie dlatego, że - w opinii najbardziej zainteresowanego środowiska, czyli streetartowców - malowanie muru jest niczym innym, jak właśnie niszczeniem wspomnianego dorobku.

2. "Jesteśmy firmą, która na bieżąco śledzi opinie i działa w sposób odpowiedzialny, więc podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu prac nad projektem, aby z rozwagą zweryfikować podjęte działania oraz dalsze kroki." - wstrzymanie prac, o czym pisali fani adisucks, pozwoli uratować choć kawałek muru, ale... jaka odpowiedzialna firma w ogóle rusza z takim projektem bez zbadania potencjalnego wydźwięku swoich działań? I co oznacza 'na bieżąco śledzi i działa'? W przypadku mediów społecznościowych to rozumienie 'na bieżąco' widać nie zdało egzaminu;)

3. "Jednocześnie informujemy, że agencja Tailor Made PR nie była zaangażowana w projekt. Aktywności są prowadzone przez dom mediowy." - nie mogę się powstrzymać: I co z tego??? I co z tego, skoro i tak już oberwali? I co z tego, skoro sposób prowadzenia przez Tailor Made PR komunikacji w tej sprawie urósł do osobnego przypadku kryzysowego? I co z tego, skoro ich nazwa znowu się pojawia w kontekście całej sprawy? I jak to jest, że dom mediowy odpowiedzialny za cały ambaras pozostaje anonimowy, że nigdzie nie pojawia się ani słowo z ich strony?

Pełny tekst oświadczenia ze strony TVN Warszawa

Oświadczenie adidas w sprawie muru na Służewcu
Dom mediowy otrzymał ofertę wykorzystania Muru Służewieckiego jako powierzchnii reklamowej.
Otrzymaliśmy informację, że propozycja została oficjalnie złożona przez właściciela obiektu. Projekt działań został przedstawiony marce adidas. Potraktowaliśmy to jako szansę dla uczczenia sztuki ulicy w formie graffiti i street art. Mieliśmy najlepsze intencje, aby zwrócić uwagę na jej wyjątkowość, bez niszczenia dorobku.
Jesteśmy firmą, która na bieżąco śledzi opinie i działa w sposób odpowiedzialny, więc podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu prac nad projektem, aby z rozwagą zweryfikować podjęte działania oraz dalsze kroki.
adidas będzie powiadamiał o dalszych decyzjach. Jednocześnie informujemy, że agencja Tailor Made PR nie była zaangażowana w projekt. Aktywności są prowadzone przez dom mediowy.
adidas


Wciąż czekam na sensowne okołokryzysowe działania Tailor Made PR, bo jednak zamieszczenie linku do artykułu TVN Warszawa na swojej facebookowej stronie to za mało i na jakiekolwiek oświadczenie domu mediowego. Ciekawa też jestem reakcji fanów adisucks. Jeden z nich (Arvind Juneja) pyta wprost:Co wg Was można teraz zrobić? To co zostało ZNISZCZONE - a nie ukrywajmy, zmasakrowano czarna farbą kawał historii - już nie jest do odzyskania a sam fakt "Jamu" tego nie zmieni. W zasadzie nic tego nie zmieni. Skoro więc nie można cofnąć czasu, co od strony Adidasa mogłoby sprawić, że będzie lepiej?"

No właśnie: co? I czy przypadkiem przed Adidasem nie stoi zadanie z gatunku 'jak zadowolić wszystkich'? Wiadomo przecież, że taki się jeszcze nie urodził...

edit: na stronie adisucks właśnie pojawił się komentarz do oświadczenia: "HOŁD! Brawo! W takim razie w hołdzie pisarzom palmy ich książki, na rzeźby zakładajmy siatki z logo coca-coli, muzykom wyłączajmy prąd w trakcie koncertów etc. Dwa dni milczenia i taki geniusz..." Nikt nie obiecywał, że wyjście z kryzysu będzie szybkie, łatwe i bezbolesne;)

Agata

Głową w mur - jak Adidas funduje sobie kryzys / update 1

Nowy dzień, nowe możliwości... dla wybranych. Dla Adidasa, a dziś także dla Tailor Made PR, to raczej wczorajsze kłopoty w nowej, większej skali. Społeczność Adisucks rozrosła się do 12 081 fanów. Ale to nie jedyna strona, którą zalicza nowe lajki. Fanpage agencji Tailor Made PR też ma nowych fanów, choć w tym przypadku klikanie 'lubię to' ma niewiele wspólnego z pozytywnymi emocjami.


Tailor Made PR na swoim łolu
W prasie wciąż przytaczana jest wypowiedź Magdaleny Gąsiewicz, co jeszcze bardziej szkodzi i Adidasowi i agencji. A co pisze Tailor Made PR na swoim łolu?

Pierwszy post na temat całej sytuacji - odpowiedź na linki i pytania zwolenników Adisucks wrzucane na łola agencji: "Nie mam nic wspólnego z planowaniem i organizowaniem akcji na Służewcu. Właśnie wyjaśniamy całą sytuację." Godzinę później prośba: "Dajcie nam proszę czas na wyjaśnienie sytuacji. Nam też na tym bardzo zależy."
Później oświadczenie: "Szanowni Państwo, w odpowiedzi na zarzuty środowiska dotyczące projektu związanego z murem Wyścigów Konnych w Warszawie, oświadczamy iż agencja Tailor Made PR nie jest jego pomysłodawcą ani organizatorem. Obecnie pracujemy nad wyjaśnieniem całej sytuacji, a w końcu... "Wczoraj wieczorem wydaliśmy oficjalne oświadczenie w tej sprawie i dopóki nasz klient nie wprowadzi nas w całą sytuację nie możemy jakkolwiek się do niej odnosić w oficjalnej komunikacji. Od 14 godzin, podobnie jak wszyscy zainteresowani sprawą czekamy na wyjaśnienia." Do tego komentarz Marcina Giebułtowskiego (który jak twierdzi nie jest zawodowo związany z agencją Tailor Made PR) wklejany przy niemal każdym poście z wytrwałością godną lepszej sprawy: "Tailor Made PR nie ma z ta akcja nic wspolnego i zostalo to dzisiaj dosc wyraznie wyjasnione, to byl pomysl domu mediowego Karat, a Tailor Made PR tylko zostal zapytany o cala sprawe przez tvn Warszawa. Moze byscie szanowni zwalczacze byli uprzejmi skierowac swoja agresje przeciwko inicjatorowi tej akcji, ktorym NIE jest TM? tak trudno odroznic jedna agencje od drugiej? Jesli Wam sie nie podoba cala akcja to komunikujcie to Adidasowi a nie masakrujcie Bogu ducha winna agencje PRowska."

Nowi fani na łolu Tailor Made PR
Wszystko to w atmosferze mniej lub bardziej ironicznych, obraźliwych komentarzy, z których moim faworytami są:
"A ja jestem ciekaw, jak wpadliście na ten pomysł i skąd przekonanie, że to się uda? Jak mogliście nie przewidzieć takiego feedbacku? Gratulacje :) Jestem właśnie na szkoleniu PR i mamy do omówienia świetny, świeżutki case ;]" by Aleksander Bogdański
"lipa panie... jak narobiliście sobie już takich kłopotów, to moglibyście chociaż nie ściemniać pogrążając się jeszcze bardziej. To nie strzał w stopę, to strzał w oba kolana." by Sztaba Man
"No cóż, do podręczników PR i Marketingu można trafić na dwa sposoby - moje gratulacje, szkoda że w ten łatwiejszy ;) " by Michał Szymankiewicz

Co uderza w tej całej sytuacji?
- bez względu na pomysłodawcę/realizatora akcji: brak - ze strony agencji - wcześniejszej analizy zagrożeń,
- linia obrony "to nie my, to oni", czyli w gruncie rzeczy próba odcięcia się od całej sprawy,
- dłuuuugi czas oczekiwania na jakąkolwiek reakcję, czy słowo wyjaśnienia ze strony agencji,
- argumenty stosowane przez obrońców agencji - nawet jeśli nie związanych zawodowo z firmą - które zamiast jej pomagać, tylko szkodzą, np.:
"w końcu to domy mediowe odpowiadają za działania reklamowe tak dużych klientów jak Adidas, nie PR-owska agencja" by Magdalena Gryn
"Agencje PRowskie robia BARDZO ROZNE rzeczy i nie zawsze odpowiadaja calosciowo za klienta. Czasem jest to bardzo wyrywkowy projekt. Duze firmy maja po kilkanascie agencji." by Marcin Giebultowski
"w sprawie uczestniczy iles stron a jest sobota. Nie kazdy dziala 24/24" by Marcin Giebultowski
"a jesli dziennikarz skrocil wypowiedz bo mu tak bylo wyugodniej? to tez wina agencji? czasem trzeba zalowac, ze sie chcialo pomoc" by Marcin Giebultowski w odpowiedzi na "Ale kiedy firma PRowa wypowiada się w kwestii jakiejś akcji, to zasadniczo tylko wtedy, kiedy jej się za to płaci. Po to są firmy PRowe. Trudno mi uwierzyć, że przypadkowo trafili do artykułu." by Tomasz Owsianko

Czemu takie argumenty szkodzą?
Po pierwsze pokazują sprzeczności - po co agencja wypowiada się dla mediów w sprawie projektu, z którym nie ma nic wspólnego i o którym, jak twierdzą komentatorzy, nic nie wie?
Po drugie, pisać w sytuacji kryzysu, że nie każdy działa 24/24 to jak powiedzieć - sąsiad zalewa mi mieszkanie, ale poczekam jeszcze, aż wody uzbiera się pod sufit, albo jak utonę...
Po trzecie, argument jakoby dziennikarz skrócił wypowiedź jest do bani - myślę, że PR-owcy znają prawo prasowe i wiedzą, że mają prawo domagać się (ale oni sami, a nie dziennikarz biegać za nimi) autoryzacji dosłownej wypowiedzi, a o takim przypadku mówimy. Czyli ten argument obnaża ewentualną niewiedzę (naiwność?)

Po ponad 24 godzinach od ruszenia lawiny nie znalazłam ani oficjalnego oświadczenia Adidasa, ani reakcji domu mediowego Carat... stay tuned for more updates

Agata

środa, 23 marca 2011

Polityk w reklamie czyli najnowsza kampania Biedronki

Monitoring mediów na hasło "Biedronka" rozgrzany do czerwoności. Dużo pracy, masa komunikatów do skatalogowania, nazwa sieci dyskontów odmieniana przez wszystkie przypadki w nagłówkach, artykułach, facebookowych statusach (mój faworyt to "jak biedrona może być dla biedoty, skoro sprzedają tam piwo VIP" by Joanna Mazia).

Przy okazji kampanii zafundowanej Biedronce przez Jarosława Kaczyńskiego rzuca się w oczy spójność przekazu obu stron dyskusji - chyba po raz pierwszy PO i PiS tak bardzo się zgadzają. Czy z prawa, czy z bardziej prawa, jedno jest jasne: w Biedronce jest tanio! Nie wiem, czy którykolwiek billboard albo spot emitowany wcześniej przez właściciela sieci zdołał przekonać do tego tak wielu Polaków. W dodatku, dzięki deklaracjom premiera "Ja, rodzina i znajomi kupujemy w Biedronce" jest szansa na trafienie do zupełnie nowej grupy docelowej, która dotąd zakupy w sieci dyskontów uważała za obciach.





Zastanawiam się, jak powinno wyglądać rozliczenie pomiędzy zaangażowanymi podmiotami? Subiektywnie oceniam, że za taką reklamę, taki PR nawet wynagrodzenie zbliżone do legendarnej już kwoty wypłaconej Szymonowi Majewskiemu przez PKO BP będzie niewystarczające. A może, skoro finansowanie partii z budżetu odpada, to jest to właśnie nowa droga pozyskiwania funduszy? ;)

Agata

wtorek, 15 marca 2011

Mamy nadzieję, że kobiety to kupią

Wiosna, słońce, ze stanu marketingowej hibernacji wychodzą producenci rajstop i pończoch. Gatta kontynuuje współpracę z Joanną Horodyńską i stawia na promocję swoich bestsellerów w spocie „Bo nie grzech być kobietą” (za to grzech dawać taki slogan...) Calzedonia po raz pierwszy z kampanią telewizyjną i mocnym PR-em w serwisach modowych, które jak jedna żona masowo pokazują zdjęcia z najnowszej kolekcji.

Małgorzata Barton, szefowa marketingu Gatta w rozmowie z Groszkami mówi wprawdzie o dwutorowych działaniach promocyjnych: Nową, wiosenną kolekcję prezentujemy głównie za pośrednictwem narzędzi z zakresu public relations, skupiając się na mediach segmentu „fashion”. Natomiast celem kampanii telewizyjnej jest ugruntowanie pozycji marki Gatta jako lidera kategorii, przez prezentację najpopularniejszych rajstop w Polsce: Laura, Luna i Eve, które miesięcznie sprzedawane są w liczbie ponad 1,5 mln sztuk., jednak - właśnie poza serwisem groszki.pl - znacznie lepszy PR na stronach poświęconych modzie i stylowi ma Calzedonia.

Myślę, że Gatta za słabo eksponuje swoją ambasadorkę. Owszem, Joanna Horodyńska pojawia się w spocie reklamowym, ale przecież w tej współpracy Horodka nie jest przede wszystkim modelką, tylko projektantką/stylistką i o tym warto mówić. Tymczasem fakt, że modelki zostały przez nią wystylizowane zgodnie z wiosennymi trendami przewija się zaledwie w tle, podobnie jak informacja o dalszej współpracy w zakresie tworzenia kolekcji (nowa ma pojawić się dopiero na jesień, co dziwi, tym bardziej, że - jak mówi Barton - dwie poprzednie kolekcje Joannahorodyńskagatta zostały dobrze przyjęte przez klientki...)





Miłym zaskoczeniem jest Calzedonia. Poza dotychczasowym standardem w postaci outodoorowej kampanii, marka po raz pierwszy w Polsce postawiła na dotarcie do odbiorców via telewizja. Spot by Saatchi & Saatchi z muzyką Billy'ego Joela "She's always a woman to me" był wcześniej emitowany w innych krajach i... spotkał się z zarzutami o seksizm. Wszystko za sprawą sloganu "Mamy nadzieję, że to będzie dziewczynka" pojawiającego się na końcu filmu. Tłem dla hasła jest obraz ciężarnej kobiety, jak się domyślamy tej samej, która wcześniej przeżywa swoją pierwszą lekcję baletową, rozmowę o pracę, czy przygotowania do ślubu. Mnie to nie oburza, raczej bawi, że producent w tak bezpośredni sposób komunikuje potrzebę zwiększania sprzedaży:) W końcu o to chodzi - produkujemy rajstopy, więc każda kolejna kobieta to potencjalna klientka. Czy którykolwiek producent masowych dóbr nie chce powiększać grupy odbiorców? Bardziej bym się martwiła o stereotypowe pokazanie kobiety: delikatna, przypisana do konkretnych zajęć (balet) i ról (żona, matka), ale wybaczam, bo spot mi się podoba - jest ciepły, akurat na roztopienie zimy w sercu. No i tak muzyka!



Na deser piękna sesja z najnowszej kolekcji Calzedonia - ze wsparciem finansowym, czy bez, nie ma się co dziwić, ze serwisy modowe pokazują te fotki;)





Agata

poniedziałek, 7 marca 2011

Kopia czy inspiracja?

Z mądrościami ludowymi jest ten problem, że wszyscy je powtarzają, a mało kto potrafi zastosować. Ot, choćby taki Citroen. Widać słyszeli, że należy się uczyć od najlepszych, jednak drugą lekcję w tym temacie - tę o kopiowaniu i zarzynaniu klasyki - puścili mimo uszu. Efektem tych wybiórczych studiów jest najnowsza reklama Citroena C3. Po uszach bije "Hit the Road Jack" (1961), a po oczach styl animacji i efekt wizualny rozpowszechniony w popkulturze głównie za sprawą teledysku "Sledgehammer" (1986) Petera Gabriela.

Problem tylko w tym, że spot najnowszej kampanii Citroena, zamiast szlachetnie odwołać się do tych klasyków, bezczelnie z nich ściąga. Producent samochodów nabiera widza, sugerując, że to tylko nawiązanie, odwołanie, inspiracja. Marne to i małe, a przecież - jak każde zderzenie gigantów i spotkanie na szczycie - miało wielki potencjał...







Agata

sobota, 5 marca 2011

(nie)Tylko muzyka

Zaczęło się - nowe ramówki, nowe show, nowe twarze (tak, niektóre są nowe, przynajmniej w tym wymiarze rozrywki). Tym razem pojedynek na muzyczne formaty między Polsatem i TVN. Jest też TVP 2 ze swoją Bitwą na głosy... Dziś musiałam wybrać, bo programy Polsatu i TVP mają emisję o tej samej porze. Dobra, nie musiałam, mogłam Tylko Muzyka zobaczyć na ipla, ale postanowiłam obejrzeć premierowo w tv, w przerwach reklamowych skacząc na publiczną Dwójkę. Oto, co zobaczyłam:

Recepta na viral
Dwóch facetów śpiewa kawałek, o którym Elżbieta Zapendowska słusznie mówi, że to odstraszacz gości weselnych. I ona jedna jest na nie, gdy przychodzi do oceny występu. Kora komentuje, że bawiła się fantastycznie, Adam Sztaba wprost przyznaje, że jest na tak, bo jeszcze nim rozpoczął się program postanowił dać szansę muzyce, której wcześniej nie słyszał. Ale to, co robi Łozo jest kwintesencją marketingowego tła całej sytuacji. Łozo zwraca się do publiczności, testując potencjał właśnie wyśpiewanego przeboju, a publiczność... entuzjastycznie wyje "Ty jesteś moja, ja jestem Twój/Razem będziemy wywalać gnój". Czemu spośród wszystkich - wielu znacznie bardziej udanych i sensownych występów - wspominam o tym? Bo myślę, że ich awans do następnego etapu to świetny pomysł na viral i... prawdopodobnie, z tej samej przyczyny, nie przypadek;) Idę o zakład, że do kolejnego odcinka, czyli w ciągu tygodnia, wieść o dwóch facetach aka Saturn Band śpiewających żenujący weselny hit obiegnie Polskę, że będzie rozsiewana przez sieć (ha, w tej chwili sama się do tego przyczyniam!) i wspominana w rozmowach, a z (prawie) każdym komunikatem o ich poczynaniach przekazywana będzie nazwa programu... Must Be The Music i stacji Polsat. Słupki i wpływy z reklam urosną. To jak, zakład?

Nowe dzieci, stare pomysły na zaistnienie
Męczą mnie dzieci śpiewające piosenki Niemena, czy Geppert - jakby na siłę szukające czegoś dojrzałego, czegoś, co pokaże, że... nie są dziećmi. Ale są i wygląda na to, że jurorzy programów łowiących talenty na zestawienie dziecko-dojrzały repertuar reagują jak pies Pawłowa, chętnie opowiadając się za dalszym udziałem zdolnych dzieciaków w dalszych odcinkach. Szkoda, że mniej chętnie promuje się te - fakt, nieraz wspaniałe głosy - po zakończeniu programu. Komunikat jest prosty: jesteście dość dojrzali, by dostarczyć rozrywki w programie i podnieść oglądalność, ale nie dość, by wesprzeć Wasze profesjonalne kariery.
Może więc złoty środek w postaci nastolatki z fenomenalnym głosem, wybierającej utwór nie dość, że wyraźnie jej bliski, to jeszcze naturalnie komponujący się z jej wiekiem i możliwościami? Stawiam na 16-letnią Magdę Wasylik śpiewającą "Hurt" Christiny Aguilery.



A na Facebooku...
W chwili, gdy to piszę, profil polskiej edycji Must Be The Music ma 72 552 fanów, Bitwa na głosy... 4 787. To wiele mówi;) Profil polsatowskiego show jest po prostu dobrze zrobiony, podczas gdy TVP zrobiła profil najwyraźniej na fali mody na to, że na Facebooku trzeba/wypada być. Szkoda, że nikt im nie powiedział, jak to robić... cóż, zawsze można się uczyć na dokonaniach konkurencji.

Kobiety rządzą, czyli profeska i/lub niezłe ciuchy
Elżbieta Zapendowska to klasa sama w sobie - spokojnie, rzeczowo, czasem z drobnym, acz znaczącym osobistym wtrąceniem (ugruntowana niechęć do weselnej muzyki). Kora, choć w zamierzeniu rockowo mocna w swych wypowiedziach, wypada pod tym względem zaskakująco blado przy chociażby naturalnym i energicznym Sztabie. Za to jeśli chodzi o stylizacje, Kora wymiata (no, może z pominięciem makijażu...) Poniżej wrzucam te, które szczególnie mi się podobały, a tutaj więcej.

Zerkając za show TVP wyłapałam egomaniactwo Michała Wiśniewskiego (nie żebym się spodziewała czegoś innego), który kazał podopiecznym śpiewać swój utwór i rewelacyjne - przynajmniej w porównaniu z pozostałymi występami tego odcinka - Jacksonowski Thriller w wykonaniu zespołu Nataszy Urbańskiej oraz ciekawy wybór piosenki w postaci Single Ladies, zaśpiewany przez zespół Urszuli Dudziak (co gwiazda jej formatu robi w programie pokroju Bitwy na głosy???). Bardzo przypadł mi do gustu look Nataszy Urbańskiej - perełka w tym programie.

Podsumowując, po dzisiejszych odcinkach głosuję na...
Magdę Wasylik za połączenie skromności z mocnym głosem
Marcina Czyżewskiego za siłę spokoju
Korę za stylizacje
Nataszę Urbańską za look wieczoru
Stronę Must Be The Music na Facebooku za możliwość głosowania przez specjalną aplikację



A jutro do gry wchodzi X-Factor...

Agata

wtorek, 22 lutego 2011

Poznaj Jonesów

Oglądam wspaniałe życie filmowej rodziny Jonesów coraz szerzej otwartymi oczyma. Nie dziwi mnie, ani nie jest dla mnie nowością pokazane w filmie zjawisko zatrudniania trendsetterów do wprowadzania na rynek nowych produktów. Nie dziwi mnie ogromna liczba przewijających się przez ekran marek, bo product placement ma swoją długą historię. Dziwi mnie, że - wobec negatywnego wydźwięku filmu i (uwaga spoiler!) samobójstwa jednego z bohaterów, który popada w długi starając się dotrzymać kroku idealnym Jonesom - firmy takie jak Audi, YSL, MBT, czy HTC zgodziły się na prezentację w The Joneses. Drążę więc temat i krok po kroku przekonuję się, że część firm nie tylko zgodziła się na ten wątpliwy product placement, ale wręcz chwali się obecnością swoich produktów w obrazie Derricka Borte'a!

Rachel West na www.suite101.com przywołuje wypowiedź reżysera, który opowiadał o trudnościach z pozyskaniem zgody na filmowanie niektórych produktów właśnie z uwagi na mroczny, negatywny obraz społeczeństwa konsumpcyjnego i technik kreowania popytu na luksusowe produkty odmalowany w The Joneses. O szczegółach, w wywiadzie dla www.reelzchannel.com mówi także producent filmu, Doug Mankoff:

I went in thinking that brand integration would be easy, but found it wasn't. Partly because of the movie's message and partly because the economy tanked right as we were starting development. Director Derrick [Borte] was a strong proponent that we use real brands, not made up ones. First, it's really expensive to do that, to create products and brands. Plus the movie's more real that way.... One brand we had to create was Rudy's Rum Punch — no one wants to be associated with drunk driving, especially when it involves a teenager.

Mankoff wspomina, że spośród ponad 40 marek obecnych w filmie, finansowo produkcję wsparły dwie. Producent opowiada też o wykorzystaniu obecności w filmie w działaniach promocyjnych poszczególnych brandów, zwracając uwagę na dumę(!) z udziału w filmie, czy wręcz strategiczne wykorzystanie tego faktu (case producenta butów MBT, który sponsorował Hollywoodzką premierę filmu i z radością komunikuje swoją w nim obecność także na polskim Facebooku). Co ciekawe, są i takie firmy, które - mimo wyraźnej zgody na wykorzystanie ich produktów podczas zdjęć - siedzą cicho jak mysz pod miotłą, obawiając się, że klienci nie zrozumieją decyzji o pokazaniu się w filmie, która była jakoby motywowana przed wszystkim chęcią udziału w dyskusji o zjawiskach stanowiących jeden z głównych akcentów The Joneses... fakt, ja jako widz nie kupuję takich wyjaśnień;) Co więcej myślę, że podobnymi deklaracjami firmy wznoszą się na nowy poziom hipokryzji i/lub cynizmu.

Całość moich poszukiwań zwieńczyła informacja o flircie twórców z technologią przyszłości, czyli Media/And's SmartBar technology. Wykorzystując fragment The Joneses firma przygotowała demo systemu pozwalającego na interaktywne zakupy w trakcie oglądania. Dzięki tej technologii, odbiorca nie tylko dowiaduje się, jakie produkty aktualnie widać na ekranie, ale też może – klikając na odpowiednie liki wyświetlane z boku – kupić je online, odwiedzić strony internetowe aktorów, znaleźć lokalnego dealera prezentowanej marki samochodów.



Wszystko to bardzo fascynujące, ale... choć bardzo się staram uniknąć złośliwości, w mojej głowie rodzi się proste pytanie: na ile wiarygodny jest film z fabułą opartą na krytyce konsumeryzmu i nowoczesnych techniki marketingowych, a jednocześnie tak mocno nimi przesiąknięty? A może takiego filmu nie da się dziś zrobić bez wchodzenia w bliskie relacje z pokazywanymi markami?



Agata

czwartek, 27 maja 2010

Bodypainting by Pepsi

Nie mam bladego pojęcia, co wrzucają do Pepsi, żeby smakowała tak jak smakuje. Nie wiem też, czym ten smak rożni się od Coca-Coli. Za to nie mam żadnych wątpliwości, jaka receptura sprawiła, że kampania Pepsi towarzysząca Mistrzostwom Świata jest tak dobra: Akon, bodypainting i kilku fenomenalnych piłkarzy, którzy z jednej strony pozwolili na siebie spojrzeć z przymrużeniem oka w zabawnym filmie promocyjnym, a z drugiej prezentują się dziko i baaardzo sexy na plakatach. Kolory, muzyka, po prostu czuć słońce, czuć emocje!

Drodzy Panowie, oto niezawodna i nie wymagająca treningu metoda na ogranie najlepszych z najlepszych:


Drogie Panie, oto pięć powodów (no, może dwa pierwsze wystarczą) dlaczego warto przyglądać się tegorocznym rozgrywkom z RPA:) Kolejność zdjęć nieprzypadkowa;)






Kampania podoba mi się tak bardzo, że wybaczam twórcom nawet zatrudnienie gwiazd Chelsea...

Agata

wtorek, 19 stycznia 2010

Bujanie w obłokach

Pomarzyć dobra rzecz... Jak słyszę - bo nawet wolę ją słyszeć niż oglądać - reklamę Tui, od razu odpływam (jasne, łatwiej samolotem, ale odlatuję zbyt wieloznaczne:P) do Lizbony. Albo na Krym. W sumie bez znaczenia, byle w towarzystwie najlepszym z możliwych: "Zawsze z Tobą tu i tam":) Piosenka jak wirus, a lektora mogliby... wysłać na wakacje tu i tu i tam;)



"Chodź, pokażę Ci miejsce, gdzie wszystko jest proste
Gdzie jak sen mija dzień, gdzie obudzi nas słońce
Razem dobrze będzie nam, zawsze z Tobą tu i tam"

Agata

sobota, 28 listopada 2009

Reklama pod psem

Forum: "Jak pierwszy raz zobaczyłam ten spot, myślałam, że reklamują czekoladę dla psów". Mowa o wedlowsko-cadbury'owej Fabryce Przyjemności. Wygląda na to, że na tej samej fali Philips wyprodukował prostownicę do psich włosów;) Ot, taka seria reklam pod psem. Wiadomo, zwierzaki są słodkie i - obok dzieci - wywołują (podobno) same pozytywne skojarzenia z produktem. A pies jako towarzysz człowieka przekonuje widzów do kupna wszystkiego: od farb, przez piwo, po czekoladę. Czy skutecznie?









Agata

środa, 24 czerwca 2009

Lato

Pal licho prognozy pogody i widoki za oknem. Jest lato i koniec kropka. Poznałam po reklamie Bigów Algidy. Może padać, mogą być burze, ale jeśli w telewizji pojawia się charakterystyczny spot Algidy musi być LATO!



Reklamy Algidy od lat kojarzą mi się z początkiem wakacji. I - choć nie cierpię Safri Duo, które w każdym sezonie jest tłem dla śmietankowych fantazji - jest w tych reklamach i kampanii coś uroczo znajomego, żeby nie powiedzieć jednostajnego. Taka na przykład promocja "Szczęście sprzyja lodożercom": Trafiam z taką częstotliwością, że zaczynam wierzyć, iż szczęście sprzyja mi nie tylko w promocji, ale i na co dzień:)

Luźne skojarzenie:
Czy to nie dziwne, że moje ulubione lody nazywają się tak samo jak facet Carrie Bradshaw? Czy nie dziwniejsze jest to, że - zamiast schrupać jej faceta - wolę Big... Milka? Po prostu: nie ma porównania:)

I jeszcze motto na całe wakacje: Aby zjeść jedną kulkę lodów potrzeba średnio 50 liźnięć

Agata

niedziela, 17 maja 2009

Piramidalna przyjemność

Wlepiam oczy w ekran i... czuję smak malin, truskawek, jeżyn. Mhhhhm, przyjemnie. Aż strach się bać, co by było, gdyby puszczali tę reklamę w zimie. Byłaby tęsknota za świeżymi owocami i natychmiastowy wypad do sklepu.

Gdy ją pierwszy raz zobaczyłam myślałam o: jogurcie, kosmetykach Dove, nowym show telewizyjnym, w którym proszą dziki tłum kobiet/tłum dzikich kobiet o przetestowanie kilku preparatów. Nic z tych rzeczy. Kobiety Liptona toną w owocowej przyjemności. Rety, jak fantastycznie byłoby się zanurzyć w basenie pełnym letnich pokus! Jest tam wszystko: słodycz, życie, energia, smak, zabawa. Gratulacje dla DDB, która razem z Media Direction OMD przygotowała kampanię ATL.



Z ciekawości zerknęłam nawet na www.nowywymiarprzyjemnosci.pl – bardzo kobieca i urocza strona. Zbadałam swoją osoboowocowość i przynajmniej przekonałam się skąd mój irracjonalny pociąg do telewizyjnej reklamy nowego Liptona: psychozabawa radzi, bym w chwili tylko dla siebie spróbowała Pokusy Letnich Owoców. Lecę więc wrzucić piramidalnie smakowitą torebkę do kubeczka :)


Agata

sobota, 28 marca 2009

Bóbr

Kto gra rolę główną: nastolatek marzący o tym, aby - trzymając na rękach niesfornego bobra - zakryć twarz emo-grzywką i zapaść się pod ziemię? A może bóbr: jedyny zwierz reklamowego światka znający 1000 beatów i potrafiący liczyć do 1000? Żaden z nich. Na pierwszy plan najnowszej kampanii 36.6 wysuwa się pure nonsense. Ilekroć widzę BBoxowe wydanie bobra siarczyście opluwające swojego właściciela, nie mogę powstrzymać śmiechu. Nie mniej zabawnie i niedorzecznie prezentuje się liczący bóbr w tłumie pasażerów autobusu. Spoty telewizyjne – a na razie wyłącznie z nich znam bobra - wyreżyserowane przez Briana Lee Hughes'a są po prostu genialne:




Chapeau bas przed twórcami z Team One: copywriterem Marcinem Mroczkiem, art directorem Andrzejem Błachutem i dyrektorem kreatywnym Arturem Dynowskim.
Wierzę, że bóbr wypadnie równie korzystanie w kampanii prasowej, outdoorowej i materiałach BTL. Zaadoptowany przez 36.6 bóbr ma spore szanse dołączyć do grona kultowych postaci zwierzęcych znanych z mediów, np.: żubra, a popularnością może przebić pudelka, bo spoty na youtube obejrzało już ponad 65 tysięcy internautów
Ja bobra polubiłam na tyle, że zaczynam mieć wątpliwości, czy aby nie jest lepszy od 1000 darmowych smsów;)










Agata

niedziela, 22 marca 2009

Odświeżenie

Zdziwiona jestem doborem 'twarzy' do najnowszej kampanii Play. Istny zwierzyniec postaci telewizyjnych: kot Filemon, Żubr, porucznik Borewicz. Do gustu najbardziej przypadł mi ten drugi, ale po kolei...

Pierwszy był Borewicz. Włóczył się za mną po metrze i przyznać muszę, że w formatach czysto wizualnych sprawdza się lepiej niż w spocie telewizyjnym. Ciekawie wypada na bannerach internetowych. No i tekst o chrząszczach powalający (bardziej nawet niż zapożyczone z sieci i w sumie nienowe, acz ciekawie użyte FRESZCIE):
Drugi był żubr. Fakt, że nie reklamuje piwa uważam za mistrzowskie zagranie;)


A Kot Filemon? Cóż, każda kampania ma mocne i słabe strony...

Tyle w standardzie. Teraz nastawiam się na inne zapowiadane przez Play działania: promocję w kinach, pubach, centrach handlowych, bankomatach. Może nie przegapię. W końcu Play opanował aż 1100 niestandardowych miejsc. Poza tym, tyle kasy - spece od komunikacji Play chwalą się, że działania reklamowe pochłonęły o wiele większe koszty, niż przeciętna, zwykła kampania sieci. Jedno jest pewne: pieniądze wydane na kreację Change Integrated to dobra część inwestycji.

Agata

niedziela, 15 marca 2009

Celebruję

Długo się wzbraniałam przed wykrzyczeniem światu tej miłości, ale dłużej nie dam rady. W uszach dźwięczy kawałek Beggin’ zremixowany przez Pilooskiego, przed oczami skaczą opaskowani celebryci. Video Adidasa jest... zachwycające!



Wiadomo, miłość jest ślepa, ale nagrodę temu, kto wskaże słabe punkty...

Fantastyczne hasło: Celebrate Originality
Mocna obsada: osobowości z różnych światów, od muzyki, przez sport, po modę. Nima Nourizadeh dokonał cudu łącząc ich wszystkich w jednym teledysku. Nienachalnie wypada połączenie Missy Elliott i Katy Perry, Davida Beckhama z Darylem McDanielsem.
Zaproszenie: Originals House Party? Nie powiem nie, już się szykuję;)
Online after party: Najmocniej trafiają do mnie modowe bonusy, jak sygnowany przez Cynthię Lawrence-John lookbook czy odlotowa kolekcja Jeremy'ego Scotta.

Czekam kolejnych odsłon całorocznej kampanii, a w międzyczasie buszuję w sieci w towarzystwie Nimy Nourizadeha.

Agata